wtorek, 13 października 2015

Hipochondryczny wodny ciek ("Narzekania rzeki" Katarzyna Turaj-Kalińska)


Szkoda, że mało dzisiaj powstaje tak sprawnie napisanych wierszyków dla dzieci. Wierszyków, w których zabawa słowem nie powoduje zatracenia ogólnego sensu całego tekstu. A takie są właśnie „Narzekania rzeki” Katarzyny Turaj-Kalińskiej (Wydawnictwo Literatura), pisarki doświadczonej, nagradzanej i dla dzieci, niestety, pisującej rzadko.


Wiersz o rzece-hipochondryczce też zresztą zdobył nagrodę im. Juliana Tuwima. Z konkursami i nagrodami to jak wiadomo różnie bywa i nie wiem kto taki laur wierszowi „Rzeka” (taki miał pierwotny tytuł) przyznał, uważam jednak że akurat w tym wypadku patron nagrody jak najbardziej trafiony. Myślę, że poeta z Łodzi mógłby uznać Turaj-Kalińską za swoją uczennicę, która posiadła umiejętność operowania w podobny sposób dowcipem i rymem, nie zatracając przy tym lekkości. Pozornie wydaje się to proste a jednak to sztuka nie lada. Nie rwać długości wersu, nie rymować ze zdrobnieniami, imionami czy neologizmami. I nie wpadać w nielogiczności, aby zachować rym. Wiele takich wierszokleckich grzechów pojawia się w internetowej twórczości dla dzieci, ale są też niestety całkiem powszechne w wydanych książeczkach.


Tymczasem Turaj-Kalińska potrafi tych meandrów uniknąć. Z jednej strony z uśmiechem na ustach czyta się kolejne dwuwersy, które ciekawie prowadzą skojarzenia pojęć hydrologicznych z słownictwem medyczno-chorobowym (często potocznym), z drugiej odbiera się to jako zabawne przypomnienie, że żyjemy w kraju narzekaczy i domorosłych diagnostów chorób, których mógłby nam pozazdrościć sam Woody Allen z Nowego Jorku. Jednocześnie wiersz został napisany według kompozycyjnego pomysłu polegającego na prezentacji porządku pór roku - rzeka po kolei opisuje jakie nieprzyjemności spotkają ją wiosną, latem, jesienią i zimą. 

Jeżeli miałbym wskazać, co mi tutaj trochę zgrzytało to byłoby to zakończenie – bardzo poetyckie, z wszech miar metaforyczne, pasujące raczej do dorosłej twórczości poetyckiej. Nie myślcie, że to jest złe zakończenie – o nie! Po prostu wydaje się wzięte z innego tekstu i dla dzieci (szczególnie tych młodszych) może być trochę niezrozumiałe.

Nie przemawiają też do mnie ilustracje Joanny Zagner-Kołat. Być może nie jestem targetem dla takich rysunków (z jednej strony realistycznych, a z drugiej zdeformowanych w mało harmonijny dla mnie sposób) i oczyma wyobraźni widzę jakby zilustrował taki wiersz Stanisław Zamecznik, Henryk Tomaszewski albo Janusz Stanny. Bardziej powściągliwe ilustracje z pewnością lepiej podkreśliłyby niezaprzeczalną urodę tego wiersza. 

Chciałem zakończyć, tę recenzję stwierdzeniem, że "Na bezrybiu i rak ryba", ale to byłaby nieprawda. Ten wiersz to żaden tam rak - stuprocentowa ryba. Oczywiście rzeczna.

/BW/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...