czwartek, 3 marca 2016

Co ja widzę? („Szkoła widzenia” tekst i koncepcja merytoryczna: Monika Kozień)


Zastanawialiście się kiedyś dlaczego, gdy macie ogromną ochotę na zjedzenie loda okazuje się, że prawie każdy przechodzień odwiedził przed momentem lodziarnię? Albo jak to się dzieje, że po wyjściu od fryzjera z nową fryzurą zauważacie, że – o zgrozo – co drugi mijany mężczyzna lub co druga mijana kobieta nosi podobną. 


Uspokajam: zupełnie nie ma się czym martwić. To ani spisek kosmitów, ani tajemniczej organizacji, która wzięła nas na celownik, ale normalny mechanizm działania ludzkiego mózgu, który nazywa się torowaniem. No dobra to jeszcze: wiecie, że psy widzą świat w kolorze żółto-niebieskim, byki w rzeczywistości nie reagują na czerwony, a człowiek został tak zaprogramowany, że wszędzie stara się dojrzeć twarze, chociaż ich wcale tam nie ma? 




Nie powiem, miałem sporą przyjemność przyswajania (bądź przypominania sobie) podobnych informacji za pośrednictwem książki zatytułowanej „Szkoła widzenia” wydanej przez Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego w Krakowie. To jest naukowa książka dla dzieci, która powstała jako część programu badawczo-edukacyjno-artystycznego „Szkoła widzenia” (jest strona z fajnymi ćwiczeniami, będą warsztaty - tutaj).

W środku znaleźć można sporo informacji na temat wzroku i widzenia, które zaprezentowane zostały w atrakcyjny sposób. Stylistyka trochę popartowa, jaskrawe kolory, różne wielkości czcionki. Przyznaję, że ilustracje Pauliny Świcy rozsiane po stronach mi się nie podobają (chyba lepsze byłyby stylizacje na dziecięcy styl, zamiast rzeczywistych rysunków dziecka) to jednak całość graficznie odbieram (i moje dzieci też) na plus. Dobrze grają szczególnie stare fotografie ze zbiorów muzeum, które zostały w tej książce wykorzystane. Do tego dołączono jeszcze okulary 3D i folie do nakładania na obrazki, żeby można było się przekonać (tak, tak – na własne oczy), że autorka pisze prawdę. Można więc sobie poeksperymentować i jest z tym sporo zabawy. Informacje są przekazywane w sposób skrótowy, ale młodzi czytelnicy mogą się stąd sporo dowiedzieć. 




I jeszcze na koniec - niespodzianka. Do książki dołączony jest notesik będący jednocześnie flipbookiem – szybkie przeglądanie jego kartek daje wrażenie ruchu niczym na taśmie filmowej. A na karteczkach coś wspaniałego - kilka scen z „Podróży na księżyc” Georgesa Mélièsa! Bawiliśmy się z Kostkiem w robienie filmu, a potem puściłem mu na laptopie całość. Obejrzał i stwierdził, że mu się podobało chociaż trochę się bał Marsjan (przypominam: unieszkodliwiało się ich dotykając parasolem). Dlatego na koniec macie Meliesa w oryginale. I do zobaczenia w kolejnych recenzjach!



Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!