czwartek, 7 lipca 2016

Proszę nie dotykać „Złotej księgi bajek”!


Minęły trzy lata od momentu powstania naszego bloga. Z jednej strony to niedługo, bo co to są 3 lata? Z pewnością sporo dowiedzieliśmy się przez ten czas o książkach dla dzieci i ich autorach, przeczytaliśmy i obejrzeliśmy wiele wspaniałości (jak również trochę gniotów), napisaliśmy ponad sto recenzji - dlaczego więc wciąż czuję, że to wierzchołek góry lodowej? Ukazuje się tak wiele dobrych nowych rzeczy (tak wiele, a jednak przeważnie przepadają w zalewie masówki), a do tego wciąż odkrywam stare. To jest proces ciągły, nieprzerwany i obawiam się: nieskończony. Naprawdę, niekiedy czuję się jak Józef K. wychodzący z urzędu, w którym próbował się dowiedzieć czegoś o swojej sytuacji – nie dowiedziałem się niczego, a zrodziło się pół setki dodatkowych pytań.

Z drugiej strony patrząc na ekosystem blogosfery, w którym jedne blogi mają żywot jednodniówki jętki, drugie odchodzą z nastaniem zimy (albo raczej wiosny), a inne niczym płetwale zagarniają cały plakton – patrząc w ten sposób to blog CCKiM zdołał już sobie jakieś skromne gniazdo uwić i jeżeli zimy będą lekkie, pogłowie drapieżników nie urośnie, a życzliwi czytelnicy obrodzą to powinien utrzymać się przy życiu.


Z początku miało to być tylko pisanie o przeczytanych synkowi książkach, bo jak się coś przeczyta dwadzieścia razy to różne przemyślenia się rodzą. Pojawia się naturalna chęć przelania myśli na papier (ekran). Wydaje mi się, że gdybyście przeczytali kilka powieści (które bardzo się wam podobały) po raz drugi, to już by nie było tak dobrze. Wiem - w dzisiejszych czasach, masowej produkcji książek, nikt nie ma czasu czytać powtórnie. Z literaturą dla dzieci jest inaczej. Ona musi dobrze się czytać i oglądać po wielokroć, musi się dobrze czytać i oglądać po kawałku. Jest to dla pisarzy i ilustratorów wielkie wyzwanie. Tak wielkie, że niektórzy nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Niektóre pomniki przy tym naszym czytaniu zwyczajnie runęły, ale dla wielu kupiliśmy (jak w wierszu Kerna) parasole i ochraniamy ile możemy.

A więc miało być „tylko”, ale jak to często bywa - coś powstającego przez przypadek przeistoczyło się w coś poważniejszego. Człowiek zaczął się angażować, dostrzegać jak kolorowy badziew napisany językiem translatora google zalewa otaczający świat i nagle poczuł się jak ten Konrad z Wielkiej Improwizacji. Tutaj znaczek przymrużenia oka czyli ;) Poczuł, że chciałby wszystkim powiedzieć, przestrzec, polecić. Krzyknąć: Proszę pani/pana, proszę nie dotykać pod żadnym pozorem tej „Złotej Księgi Bajek”! Ręce precz od „Diamentowego Zbioru”, don’t touch „Najpiękniejszych Opowieści”, uwaga na „Cudowne Czytanki” i zgubne „Bajeczne Bajeczki”. One są złote i piękne tylko z nazwy!  W rzeczywistości mają wartość makulatury! Tak, makulatury! M-A-K-U-L-A-T-U-R-Y! Dlaczego w baśniach braci Grimm/Andersena/Perrault nie podano nazwiska tłumacza? Dlaczego te ilustracje wyglądają jak obrazy w Krakowie pod Floriańską Bramą? Dlaczego przymiotniki „ładny”, „kolorowy” i „piękny” jako jedyne ostały się w języku polskim?”. Takich pytań jest dużo więcej. Zwykle nikt nie zaprząta sobie tym głowy. Są inne problemy. Zdajmy sobie jednak sprawę, że odbiorcy tych wydawnictw, wasze/nasze dzieci będą kształtować w przyszłości świat. Naprawdę chcecie, żeby był różowy, w cekinki, z uśmiechniętą od ucha do ucha gębą zerżniętą z Disneya? Ja nie chcę. I mam nadzieję że ty, który dobrnąłeś do tego miejsca mojego wpisu – też nie.

I tego właśnie życzę sobie na 3 urodziny bloga CCKiM – żebyśmy jak najczęściej się ze sobą zgadzali.

Pozdrowienia i uściski dla wszystkich, którzy czytają. Zarówno książki, jak i blogi.

/BW/

PS. Prosiłem już na fejsie, ale powtarzam tutaj: chciałbym was poznać, zobaczyć kto czyta CCKiM. Dlatego proszę o linki do waszych blogów czy innych form działalności internetowej, chętnie poczytam i dowiem się czegoś więcej.
Share: