wtorek, 24 stycznia 2017

Rozgadany przedszkolak („Pucio mówi pierwsze słowa” tekst: Marta Galewska-Kustra, ilustracje: Joanna Kłos)


Wrócił Pucio. Nie było go zaledwie chwilę, ale zdążył przez ten czas sporo podrosnąć i bardziej się rozgadać. Parę faktów a propos jego świata już ustalaliśmy przy okazji pierwszej części przygód tego sympatycznego (na rysunkach Joanny Kłos rzecz jasna) chłopca. Nie szkodzi ich powtórzyć. A więc książek logopedycznych łączących przydatne porady z nieobrażającą uczuć estetycznych szatą graficzną jest u nas jak na lekarstwo. Druga część Pucia (Wydawnictwo Nasza Księgarnia) rzecz jasna dołącza do tej grupy. Po drugie kolorowe plansze poprzedzone zostały zwięzłym wstępem instruktażowym, w którym autorka wyjaśnia jak korzystać z książki. Chwila czytania i już wiemy co robić. Po następne dobrym pomysłem było wydanie na kartonie, ponieważ dzięki temu książka może służyć intensywnie i nie rozpaść się (przetestowane na części pierwszej). I to wszystko już znamy z „Pucio uczy się mówić”, tam polubiliśmy i nie mamy zamiaru tego zmieniać. Lubimy dalej. Ale czy są jakieś dodatkowe, nowe elementy, które znajdziemy na stronach „Pucio mówi pierwsze słowa”?


Tak jak rozrósł się świat chłopca, tak samo zaczyna rosnąć zasób jego słów. Pucio z siostrą Misią chodzą już do przedszkola i to właśnie przedszkole stanowi fabularną ostoję drugiego tomu. Na rozkładówkach oglądamy i zapoznajemy się ze słowami związanymi z „obrzędami” znanymi każdemu rodzicowi przedszkolaka – zasypianie, ubieranie, jedzenie, droga do przedszkola, zabawa w przedszkolu, plac zabaw, sprzątanie zabawek a dodatkowo pojawiają się zakupy, wizyta u babci, przyjęcie urodzinowe, wizyta na basenie, kąpiel.
Każda scenka opisana została za pomocą krótkiego, kilkuzdaniowego tekstu. Natomiast ważniejsze przedmioty czy czynności dodatkowo przedstawiono pod spodem lub z boku, z opisem „co to?”, „kto to?”, „co robi?”. Pytania te kierujemy do dziecka jednocześnie pokazując konkretny obrazek. Fajnie to działa. Wykonujemy te ćwiczenia z Matyldą i ona bardzo dobrze łapie ten rytm.

Książka ma kompozycję klamrową – zaczyna się od pobudki, a kończy obrazkiem zasypiających dzieci. Tylko czy rzeczywiście się kończy? Dalej znajduje się bowiem coś w rodzaju obrazkowego słownika zbierającego cały materiał z książki. Jest to novum bardzo wygodne, które otwiera nowe możliwości korzystania z wydawnictwa. Na przykład kiedy akurat nie mamy czasu, żeby przeczytać od deski do deski – możemy otworzyć na ostatniej rozkładówce. Łatwo też dzięki temu dodatkowi powtórzyć zdobyte wiadomości.

A ponieważ Pucio podrósł i zwiększył się zasób jego słów – także ilustracje Joanny Kłos stały się większe i rodzina „Pucińskich” przedstawiana jest na zbliżeniach. W końcu więcej słów oznacza też więcej szczegółów w świecie, który właśnie teraz uszczegóławia się i komplikuje.

Zatem słów do przerobienia sporo, więc bez słów zbędnych – czytajcie (i mówcie) Pucia.

/BW/ 




2 komentarze:

  1. Ostatnio coś często natykamy się na Pucia w internecie. Chyba i my musimy sięgnąć po niego!

    OdpowiedzUsuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...