wtorek, 14 marca 2017

Palcem po mieście („Atlas miast”, tekst: Georgia Cherry, ilustracje: Martin Haake)


Czytaliśmy właśnie „Krzesiwo” Jana Christiana Andersena, gdzie (jak pewnie pamiętacie), pojawiają się trzy psy, pilnujące skrzyń z monetami – pierwszy ma oczy jak spodki filiżanek, drugi jak młyńskie koła a trzeci jak Okrągła Wieża (Rundetårn) w Kopenhadze.

- Tato, a jak wygląda ta okrągła wieża? – zapytał Kostek.


Akurat tak się złożyło, że pod ręką leżał „Atlas miast” Georgii Cherry i Martina Haakego. Sięgnąłem po książkę i tak się zaczęło. Trafiliśmy w sam środek miejskiego zgiełku. Pamiętam jak kiedyś z Kasią byliśmy w Paryżu i wysiedliśmy z metra jeden przystanek za wcześnie. Wynurzyliśmy się z podziemi i porwał nas wielobarwny tłum jakiejś zupełnie nieznanej ulicy. Sprzedawcy nawoływali, kloszardzi wyciągali ręce, samochody trąbiły a w powietrzu unosił się... Nie, nie smog. Unosił się zapach nieznanego miasta, będący konglomeratem woni przyjemnych i nieprzyjemnych. Liści, owoców, perfum, aromatów z knajpek i kafejek, spalin. Otworzenie „Atlasu miast” wydanego przez Naszą Księgarnię pozwala trochę poczuć ten klimat.



Książka nie daje może wrażeń zapachowych – chyba że ktoś lubi wąchać drukarską farbę (przyznam, że ja lubię), ale inne wrażenia i owszem, zapewnia. Poznawanie za jego pomocą miast całego świata przypomina właśnie zanurzanie się w kolorach i różnorodności.
Miast jest tutaj 30, w tym Warszawa. Na dużych rozkładówkach, dla których tłem jest szkicowa mapa metropolii znajdujemy różnej wielkości rysunki jej atrakcji:  budowli, ludzi, zwierząt. Każdy rysunek został krótko opisany, akurat taką ilością słów, żeby zainteresować małego czytelnika (lub słuchacza). Warto zwrócić uwagę, że twórcy wyszczególnili w miastach atrakcje skierowane stricte do dzieci – dlatego (zgodnie zresztą z podtytułem „Podróżuj po świecie z przewodnikiem po 30 miastach”) książka stanowić może wspaniały przewodnik, w sam raz żeby zabrać w podróż. Oczywiście powinno się go stosować także wcześniej, jako zachętę do odwiedzenia, tym bardziej że autorzy dla mniej zainteresowanych pociech przygotowali zabawę w znajdowanie charakterystycznych elementów dla danego miasta w liczbie 5 sztuk. W Londynie szukamy piętrowych autobusów, w Nowym Jorku żółtych taksówek, w Barcelonie byków a w Kopenhadze rowerów.

A kiedy wasze dzieci odnajdą już wszystkie bicykle w stolicy Danii to chciałem tylko zdradzić, że nie znajdą tam, niestety, Okrągłej Wieży. Cóż... szukanie jest przeważnie o wiele ciekawsze od znajdowania, a wie to chyba każdy kto chociaż raz w życiu, bez celu, włóczył się po jakimś wspaniałym mieście. Albo chociażby palcem po jego mapie.

/BW/




11 komentarzy:

  1. A ja jestem małostkowa, bo tak liczyłam na ten wypukły znaczek na okładce i nie dali... :)

    http://lh3.googleusercontent.com/-ZyWFOCGTNO8/VjuEa_ouFaI/AAAAAAAAmUM/rBsdMhmNoMc/City%252520Atlas%252520Wide%252520Eyed%252520Editions_thumb%25255B2%25255D.jpg?imgmax=800

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałem wcześniej wersji anglojęzycznej - rzeczywiście, jest bajer;) (a raczej go nie ma)

      Usuń
    2. Bajer. Aż żal patrzeć. ;)

      Usuń
  2. Graficznie wygląda pięknie:) Aż sama sobie chętnie bym nabyła:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeglądanie tej książki daje sporo radości, także jak najbardziej zachęcam do zdobycia:)

      Usuń
  3. My na razie pojedynczo po Hiszpanii z Ole! z DS, ale na ten Atlas ostrzę sobie ząbki. Chętnie porównam sobie choćby z ilustracjami retro Šaška. Kto wie, może nawet przyłączą się do mnie dzieci :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto powiedział, że książki dla dzieci są tylko dla dzieci;):D

      Usuń
  4. Bardzo fajny atlas, spodobał mi się akurat w tym przypadku ten ilustracyjny misz-masz i nagromadzenie szczegółów. Syn zachwycony. Ewidentnie format jeszcze się nie znudził, bo powstają wciąż nowe książki tego typu i z tego co widzę po recenzjach nadal cieszą się popularnością. Trochę mnie to nawet zaskakuje, tak całkowicie prywatnie, bo ja książki głównie dla fikcji lubię, taka prawda ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie. :) Jakoś oglądanie map obcych miejsc mnie nie bawi, co innego znajomych - mogę godzinami. Moje dzieci też w to nie wsiąkają. Zresztą, to tak naprawdę nadal nie są mapy miast, tylko mapy motywów miejskich - jak u Mizielińskich. Siatka ulic pełni drugorzędną rolę. Marzą mi się mapy, w których istotna jest topografia, jakieś konstruowanie tras zwiedzania, "korzystanie" z komunikacji miejskiej. Ale zgodzę się, że ten misz-masz jest zjadliwy, nawet wizualnie atrakcyjny. ;)

      Usuń
    2. Paulina: Ja z kolei dla fabuły, i to nie tylko książki dla dzieci, ale też filmy, powieści, artykuły i piosenki, wszędzie szukam fabuły, nawet na górskim szczycie i na ulicy:) Ale jak piszesz - są popularne i trzeba się do tego jakoś ustosunkować;) Akurat w tym przypadku ustosunkowuję się pozytywnie, jest coś fajnego w tych ilustracjach, coś innego... Teraz czekamy na naśladowców...

      Usuń
    3. Mała czcionko: Mapa z prawdziwego zdarzenia w książce dla dzieci to rzeczywiście pieśń przyszłości. Ktoś musiałby mieć na to naprawdę dobry pomysł i pewnie kiedyś ktoś będzie miał:)

      Usuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...