czwartek, 20 kwietnia 2017

Bez historii ani rusz („Przygody Tintina reportera „Petit Vingtiéme” w kraju Sowietów”, tekst i rysunki: Hergé)


Pod nieco przydługim tytułem „Przygody Tintina reportera „Petit Vingtiéme” w kraju Sowietów” kryje się pierwszy, wydany w roku 1930, pełnowymiarowy komiks o przygodach znanego bohatera stworzonego przez Hergé. Od razu uprzedzam, że dla osób, które znają późniejsze tomy przygód dziennikarza z charakterystycznym sterczącym fryzem (a przede wszystkim dla tych, którzy wspólnie z dziećmi oglądali film Stevena Spielberga) lektura tego albumu może być zaskoczeniem.


Wydaje mi się, że dla zbyt młodych czytelników niezrozumiałe będzie tło historyczne tej historii. Oto nasz reporter zostaje wysłany do Związku Radzieckiego, skąd ma przekazywać informacje jak wygląda życie w kraju demokracji ludowej. Oczywiście służby GPU będą starały się pozbawić go życia, aby informacje o faktycznej sytuacji w Kraju Rad nie wyciekły do zagranicznego pisma. Przyznaję, że przed lekturą komiksu wizualizowałem sobie w głowie, że dostanę coś w rodzaju komiksowej „Mojej podróży do Rosji” Antoniego Słonimskiego. Poeta wydał ten tom reportaży w roku 1932, więc w podobnym czasie i ten wyjazd spowodował, że chociaż poglądy miał lewicowe, to nigdy już sympatią do sowieckiej Rosji nie pałał, zawsze spodziewając się po niej najgorszego. Jak wiadomo hasłami władzy ludu, maskowano przemoc, zbrodnie i prześladowania, a do tych haniebnych celów wykorzystywano terror i nachalną propagandę. W roku 1930, kiedy komiks powstał, wiele z tych kwestii nie było jeszcze szerzej znane, stąd posiadając dzisiejszą wiedzę o faktycznej dyktaturze pierwszych komunistycznych kacyków dezynwoltura Herge’a w ukazywaniu sowieckiej rzeczywistości może wydawać się nieco ryzykowna i toporna…


A zatem spodziewałem się Słonimskiego, podczas gdy to wcale nie jest poważny, refleksyjny komiks. Widać, że rzeczywiście krojono go na miarę młodszego czytelnika. Dodajmy: ówczesnego młodszego czytelnika. Zacytuję fragment ciekawego artykułu dotyczącego tego komiksu, w którym autorzy śledzą występujące w nim stereotypy dotyczące Rosji (autorzy to Lilianna Sobczak i Jan Ratuszniak, całość można przeczytać tutaj):
Fabuła [komiksu] wbrew pozorom nie była skomplikowana. Główny bohater zamierza odwiedzić Związek Radziecki i skonfrontować mity na temat tego państwa z rzeczywistością.(...) Kraj Rad zamieszkują prawie sami agenci GPU, nieudolnie walczący z głównym bohaterem. Do tego dramaty mieszkańców sowieckiego raju, takie jak aresztowania czy głód, zostały zestawione z kiepskiej jakości slapstickowym humorem. Tintin pokonuje agentów bezpieki, przebierając się np. za ducha, zazwyczaj jednak stosuje wobec nich przemoc. W końcu udaje mu się uciec z Kraju Rad do Belgii, gdzie demaskuje zbrodnie komunistycznego reżimu.

Tintin z psem Milusiem podróżują przez Europę i Rosję środkami lokomocji, które akurat im się nawiną pod rękę, posiadając przy tym niezwykłą (wręcz superbohaterską) zdolność wychodzenia obronną ręką z wszelkiego rodzaju przeciwności losu (np. kichnięcie Tintina wyłamuje kraty). W albumie obserwujemy serię następujących po sobie pościgów, strzelanin, bijatyk i wybuchów. Nie posiadając szerszej wiedzy łatwo wyobrazić sobie Kraj Rad jako siedlisko oferm i nieudaczników. Chyba nie muszę nikogo dzisiaj przekonywać, że jest to wrażenie mylne. Zresztą sam Hergé nie był ze swojego wczesnego dzieła zadowolony, pierwsze wznowienie miało miejsce dopiero w roku 1973.

Słowo o stronie graficznej. Komiks jest czarno-biały, a Tintin i Miluś nie występują tutaj jeszcze dokładnie w takiej postaci w jakiej stali się znani na całym świecie. Widać, że rysownik dopiero uczył się ich rysować, niektóre kadry są bardzo szkicowe, chwilami wręcz robocze i generalnie dla dzieci przyzwyczajonych do komiksów kolorowych warstwa graficzna przedstawia się tutaj mało atrakcyjnie.

Ten blog dotyczy głównie książek przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. Patrząc przez ten pryzmat na pierwszy komiks o przygodach Tintina: dzieciom bym go nie polecał, a zachęcał do lektury najszybciej czytelników w wieku licealnym, jako uzupełnienie do lekcji historii dotyczących sytuacji w Europie przed wybuchem II wojny światowej.

/BW/



1 komentarz:

  1. Starszy jest fanem Tintina i nie sądzę bym odwiódł go od myśli o zakupie chyba jedynego (oprócz albumu z artami), zeszytu, którego nie ma w kolekcji. Jak i jego lektury. 12latek pewnie skupi się na przyswajaniu "następujących po sobie pościgów, strzelanin, bijatyk i wybuchów", ale co tam. Może kiedyś przeczyta "jako uzupełnienie do lekcji historii dotyczących sytuacji w Europie przed wybuchem II wojny światowej" :)
    PS. Szkoda, że czytam wpisy na "swoich" blogach ze sporym opóźnieniem i Tintin nie załapał się na wczorajsze zakupy :(

    OdpowiedzUsuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...