wtorek, 30 maja 2017

Przygody przedmiotów codziennego użytku („Nowe przygody skarpetek”, „O srebrnej łyżce”, tekst: Justyna Bednarek, ilustracje: Daniel de Latour)


To było raczej pewne. Po bestsellerowych „Niesamowitych przygodach dziesięciu skarpetek” Justyna Bednarek postanowiła ponownie zajrzeć do mieszkania mamy, taty i małej Be, a przede wszystkim do łazienki, w której niezmiennie stoi pralka, kosz na brudną bieliznę a także znajduje się sławetna czarna dziura, będąca portalem przenoszącym do dowolnych światów. To właśnie, swojskie milieu było początkiem drogi dla wielu „nanożnych” bohaterek w części pierwszej. Nie inaczej dzieje się w części drugiej. Książka zatytułowana tym razem „Nowe przygody skarpetek (Jeszcze bardziej niesamowite)” (Poradnia K) nie przywołuje już w tytule konkretnej liczby głównych bohaterek (jest ich tym razem 13), a rozpoczyna się od dramatycznie brzmiącej deklaracji taty, który postanawia zakleić skarpetkową drogę ku wolności i (co istotniejsze) szczęściu.

 
Z tworzeniem drugich części książek (i nie tylko), które stały się hitami sprawa zwykle nie jest łatwa - a o sukcesie „jedynki” niech zaświadczy fakt, że była to jedyna wartościowa książka dla dzieci, którą widziałem wyeksponowaną w saloniku prasowym (!). Wszyscy spodziewają się czegoś równie udanego, a przecież autor traci choćby taki ogromny atut jak efekt zaskoczenia. I jeśli o to chodzi – rzeczywiście zaskoczenia nie ma. Skarpetki dalej uciekają i trafiają w różne interesujące miejsca, nawet pomimo odgrażania się taty małej Be, że dziurę pod pralką załata. Mam wrażenie, że Justyna Bednarek nawet trochę zmarnowała potencjał tego fabularnego twistu, a przecież mógł on pchnąć tę historię na zupełnie nowe tory np. pozwolić różnym zdekompletowanym skarpetom działać razem. Bo jak dotąd to każda sobie rzepkę skrobie…

Nie uważam jednak, że przewidywalność jest wadą tej książki. Justyna Bednarek nie poszła w „odcinanie kuponów”. Mam taką generalną obserwację po lekturze, że opowiadania z „dwójki’ są nawet bardziej dopracowane, pełniejsze. W części pierwszej, w kilku przygodach akcja pędziła według mnie zbyt szybko – spieszę donieść, że w „Nowych przygodach...” takich sytuacji nie ma. Jest to także tom lżejszy tematycznie – autorka nie ukrywa tutaj aż tak wielu publicystycznych problemów, których twórcze wykorzystanie było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem „jedynki”. W kontynuacji pisarka udowadnia, że i bez tego wyobraźnia dostarcza jej wielu tematów (motyw ten został zresztą wykorzystany w jednym z tekstów) np. z jednej skarpety robi serowara (mamy tutaj też duży skok czasowy i w zakończeniu teoretycznie mała Be jest duża), innej pozwala lecieć w komos albo tchnąć nowe życie w teatralne przedstawienie o Kopciuszku. Wydaje mi się jednak, że w części trzeciej (o ile powstanie, na co liczę) Justyna Bednarek będzie już musiała zdecydować się na jakąś bardziej rewolucyjną fabularną zmianę…



We wspomnianej „przygodzie”, nazwijmy ją autotematyczną, poznajemy skarpetkę, która widzi fantastyczne stworzenia: garuki i ptakoryby. Nikt nie chce jej wierzyć, aż trafia na pewną pisarkę, która nie dość, że widzi te stwory to jeszcze chce je opisać. Ciekawe, na dziecięcym poziomie percepcji, wytłumaczenie źródeł pisarskiego natchnienia...

Inne wytłumaczenie znajdziemy w kolejnej nowej książce Justyny Bednarek „O srebrnej łyżce” (Literacki Egmont, seria: Poczytaj ze mną). Łyżka (będąca eksponatem warszawskiego muzeum Polin?) z podpisem właściciela Dawida Lachmana stała się dla pisarki okazją do przypomnienia świata, który bezpowrotnie zniknął z Polski, zmieciony przez XX-wieczną historię. Te dwie pozycje (o skarpetkach i o łyżce) są wprost stworzone do opisania we wspólnej recenzji – w obydwu oprócz tekstów tej samej autorki, mamy ilustracje Daniela de Latoura i pojawiają się rzeczone postacie garuków i ptakoryb.

„O srebrnej łyżce” to utwór po pierwsze edukacyjny – mający prezentować czym jest „przypowieść”. Bardzo stary gatunek literacki, znany przede wszystkim z Biblii. Po drugie został napisany na zamówienie Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, w ramach festiwalu Made in Polin – a zatem bardzo istotny jest tutaj także kontekst judaistyczny. Przyznam, że trochę się obawiałem czy te cele – edukacyjny i upamiętniający – uda się autorce dobrze połączyć. I według mnie wyszła z tego obronnym piórem;) Aczkolwiek początek jest raczej „przypowieściowy” – mamy tutaj autorskie wersje przypowieści o stworzeniu świata, człowieka czy o królu Salomonie, a dalej głębiej wchodzimy w życie żydowskiej rodziny Lachmanów, poznajemy żydowskie zwyczaje i ten niepowtarzalny sposób myślenia oraz postrzegania świata. Przewodniczką jest tytułowa, mówiąca łyżka. Mieliśmy i mamy w Polsce wielu pisarzy, którzy genialnie opisywali ten nieistniejący dziś świat – choćby Hanna Krall, Henryk Grynberg, Julian Stryjowski, Bohdan Drozdowski – opowiadanie Justyny Bednarek może być dobrym wstępem do sięgnięcia po ich książki. Tym bardziej, że „O srebrnej łyżce” skierowane jest raczej do starszych dzieci. 

Przyznam, że miałem ciarki na plecach kiedy przeczytałem:
„Pewnego dnia musieli bowiem odejść ze swojego miasteczka. Czekała ich bardzo daleka i bardzo trudna podróż, w którą nie mogli zabrać łyżki”. A wart podkreślenia jest fakt, że autorka ani razu nie pisze o wojnie, śmierci, Holokauście. Opisuje rzeczy dobre, harmonijny, nieskażony świat. Wojnę, też raczej domyślną, widać tylko na jednej ilustracji de Latoura.

Zachęcam zatem do lektury dwóch książek Justyny Bednarek i może zabrzmi to banalnie, ale każdy znajdzie w nich coś dla siebie.


/BW/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...