piątek, 9 czerwca 2017

Baśnie trochę inaczej („Królewna Śnieżka i krasnoludki”, „Kopciuszek”, tekst: Gabriela Mistral, ilustracje: Carles Ballesteros i Bernardita Ojeda)


Nasza Księgarnia dalej rozpieszcza czytelników wydaniami wierszowanych baśni Gabrieli Mistral. Po „Czerwonym Kapturku” i „Śpiącej Królewnie” (pisałem o nich tutaj), dostajemy kolejne małe arcydziełka uhonorowane za oprawę graficzną i edytorską laurami ważnych książkowych imprez: „Królewnę Śnieżkę i krasnoludki” oraz „Kopciuszka” (w tłumaczeniu Krystyny Rodowskiej).


Kiedy spojrzałem na tytuł pierwszej z wymienionych pozycji przypomniały mi się słowa Bruno Bettelheima, który grzmiał, że czynienie z krasnoludków równoprawnych ze Śnieżką bohaterów tej baśni to ogromne nadużycie, wypaczające jej sens. Dlaczego? W skrócie: krasnoludki reprezentują pośrednie stadium rozwoju, gdy tymczasem przesłaniem tej baśni jest uzyskiwanie pełnej dojrzałości przez Śnieżkę, jej przemiana z dziewczynki w kobietę.

Gabriela Mistral miała jednak inny powód nadawania takiego tytułu. Po prostu jej wiersz dotyczy tylko fragmentu baśni, właśnie tego w którym Śnieżka trafia w lesie do domku krasnoludków. Właściciele pracują wtedy w górach i gdy wracają zastają w swoim domku zmiany, które krok po kroku prowadzą ich do sprawczyni tego zamieszania... Dobrze to wszystko znamy, jeżeli jednak macie w głowie jakieś disnejowskie obrazy pucułowatych krasnali z kilofami na ramionach, którzy dziarsko maszerują leśną ścieżką i śpiewają Heigh-Ho to po lekturze wiersza Mistral i obejrzeniu ilustracji Carlesa Ballesterosa zmienicie swój ogląd. Przede wszystkim jest to utwór, którego poetyckość nie objawia się tylko obecnością rymów (tych częstokroć nie ma wcale). Poetka sprawnie posługuje się wysublimowaną metaforą dzięki czemu krótki epizod znalezienia domku krasnali, zwiedzenia jego wnętrza i wreszcie poznania samych właścicieli zmienia się w pełnoprawną historię, która uwodzi szczegółami i emocjami poszczególnych postaci. Zostało to napisane plastycznie i oszczędnie. Łóżeczka krasnoludków są „delikatne jak bita śmietanka”, a mali górnicy nadają Śnieżce kwiatowe imiona typu „wilgotnej szałwii zapach” albo „koszyczek migdałów białych”. Jest to poezja niezwykle sensualna, w której wręcz czuje się smaki i zapachy.



Uwagę zwracają lekko kubistyczne ilustracje Ballestrosa, który ciekawie podkreśla na rysunkach indywidualność każdego krasnala – wygląd to jedno, ale każdy ma co innego na stole, przy łóżku i każdy ma trochę inną lampę, narzędzia i krzesło. Można się długo patrzeć i wynajdować nowe szczegóły, np. taki, że śpiąca Śnieżka ma pomalowane paznokcie u stóp...

 „Kopciuszek” przedstawia już całą baśń, z dobrze znanymi elementami fabuły – dziewczynka jest tutaj sierotą bez ojca, którą zajęła się macocha, a na bal jedzie tylko dwa razy. W przemianie pomaga jej chrzestna matka i zarazem wróżka. Baśń Mistral jest bliższa wersji Perrault. Manuel Peña Muñoz w posłowiu wskazuje ciekawe tropy chrześcijańskie i latynoamerykańskie. Ale dla czytelnika mają one mniejsze znaczenie, ważne że Mistral podobnie jak w „Śnieżce” uwodzi poetyckim klimatem i potrafi zawrzeć całą fabułę w krótkim, skondensowanym poemaciku. Ilustracje Bernardity Ojedy w kolorach biało-stalowo-niebieskich (na których szczególnie mocno akcentuje się czerwień) dobrze współgrają z poetyckim językiem, stanowią dla niego dobre uzupełnienie. A macocha i złe siostry wyglądają na nich naprawdę paskudnie i odrażająco.

Na koniec warto byłoby zastanowić się przez chwilę nad przyswajalnością tych baśni przez dzieci. W poprzednich tomach pojawiały się wątpliwości co do wieku słuchaczy/czytelników, którzy mogą sięgnąć po baśnie Miastral (powodem była np. drastyczna scena zjedzenia przez wilka Kapturka, co stało się w ostatniej strofie i nie pojawił się już myśliwy...). Uważam, że te dwa tomy nie powinny już budzić w rodzicach podobnych obaw. Cóż, bez wątpienia mamy tutaj do czynienia z poezją innego rodzaju niż chociażby ta znana z wierszy Tuwima czy Brzechwy. Nie możemy liczyć, że odklepiemy to według rymowej protezy, wymaga to pewnej wprawy w czytaniu. U mnie za pierwszym razem wysłuchali do końca i nie wyglądali na znudzonych. To zawsze najlepszy prognostyk przed kolejnymi czytaniami.

/BW/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...