czwartek, 29 czerwca 2017

Jesteś moim Burtonem („Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Tom 3. Pan Kleks”, tekst: Jan Brzechwa, ilustracje: Marianna Sztyma)


Dla moich rówieśników kinowy seans „Akademii Pana Kleksa” w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego (i oczywiście dwóch kontynuacji) był rodzajem przeżycia pokoleniowego. Szczególnie ten cholerny marsz wilków z muzycznym podkładem zespołu TSA – nie znam chyba nikogo kogo by to nie ruszyło. Wszyscy się bali, że wilki napadną na nasze miasta, miasteczka i wsie dogasającego PRL-u, przez tydzień nie zbliżaliśmy się do lasu. Niestety, po latach ta scena straciła dla mnie straszny klimat. Stroje wilków wyglądają sztucznie i śmiesznie, nie mówiąc o infantylnych pyskach narysowanych na sztandarach, zapalili w kilku miejscach trawę, dali trochę dymu i już...


No, ale - zapewne was dziwi dlaczego piszę o filmie w recenzji książki? Wszak trzymam w ręce trzeci tom dzieł dla dzieci Jana Brzechwy wydawanych przez Naszą Księgarnię. Tom ten został tym razem wypełniony utworami, w których występuje Ambroży Kleks (oprócz „Akademii” są to „Podróże Pana Kleksa” i „Tryumf Pana Kleksa”). Całość pięknie wydana, w pokaźnym, szytym tomie na grubym papierze.

Wszystko pięknie, tylko skąd ten film? Otóż bardzo podobał mi się w dzieciństwie, ale obejrzany po latach bardzo rozczarował. Wstęp do opowieści o rozczarowaniu mieliście już wyżej, teraz będę kontynuował. Wiem, były inne czasy i wiem, że jak na tamte czasy to i tak... Ale jednak ta stylistyka Tęczowego Music Boxu i Fasolek, dosyć „papuśna” scenografia i niezbyt klarowna wizja Gradowskiego, który wybitnym reżyserem przecież nie był i w sumie zrobił z tego musical – to wszystko spowodowało, że zacząłem zastanawiać się co by było gdyby... Jak by to wyglądało gdyby dali ten materiał przykładowo Wojciechowi Jerzemu Hasowi? Przesada, chociaż Has jeszcze żył, nawet na krótko wrócił do reżyserii, więc teoretycznie mógł... A jak nie Has to chociażby taki Tim Burton. Jak wyglądałaby zekranizowana przez Burtona (tego z końca lat 80., co robił „Sok z żuka” pierwszego „Batmana” i „Edwarda Nożycorękiego”) „Akademia Pana Kleksa”? 



Tego nie dowiem się pewnie nigdy – ale za to dowiedziałem się jak wygląda Kleks bez rysunków Szancera. Nowe wydanie Brzechwy zostało bowiem na nowo zilustrowane. I powiem wam, że właśnie ilustracje Marianny Sztymy są dla mnie taką nigdy nie nakręconą wersją Tima Burtona. Zupełnie nowym spojrzeniem na te piękne historie, historie stanowiące świadectwo jakże wspaniałej wyobraźni Brzechwy, której w jego wierszach (przy całym szacunku dla tej twórczości) za bardzo nie widać. Czytając te opowieści (no właśnie bo przecież nie powieści!) można odnieść wrażenie, że dla autora „Szelmostw lisa Witalisa” nie ma żadnych granic fabularnej ekspresji i żadnych niemożliwych pomysłów. Zwróćmy uwagę, że w „Akademii” dostajemy tylko umowny zarys fabuły, który opiera się na przeciwstawieniu Kleksa i fryzjera Filipa a większość utworu wypełniają poboczne opowieści i dygresje mieniące się dziesiątkami pomysłów i wizji. Oczywiście dostrzegam w tym (w filmie tego zupełnie nie widziałem) wyraźne elementy opowieści inicjacyjnej, o dorastaniu. Dostrzegam stworzenie wizji beztroskiego świata, który opanowuje chaos i zło – wszak to utwór pisany w czasie II wojny i wydany w 1945 roku. A zatem jest to również o schyłku dawnego świata, świata pałaców i ogrodów na rzecz rozrastających się miast, zapowiedź nieokiełznanej industrializacji. Wreszcie to przedstawienie idealnego środowiska do rozwoju dziecięcej kreatywności o czym tak naprawdę możemy przekonać się dopiero dzisiaj, kiedy już zrozumieliśmy, że sztywne reguły i ciasno związane warkoczyki nie są dobrą drogą do sukcesu i szczęścia.




Kiedy Nasza Księgarnia pokazała nowe ilustracje do Kleksa, w internetowych dyskusjach można było przeczytać wiele krytycznych opinii - no bo przecież jak można narysować inaczej niż Szancer? Nawet to żartobliwie komentowałem modyfikując fragment „Wesela”: „Niech na całym świecie wojna / Byle ilustracja do Brzechwy zaciszna, byle ilustracja do Brzechwy spokojna”. I ja wam mówię – nie! Chcę nowego spojrzenia, tym bardziej że Marianna Sztyma zilustrowała to z wielkim szacunkiem dla Brzechwy i nawet Szancera (np. postura i wygląd Kleksa są podobne). Zaproponowana przez nią różnorodność stonowanych kolorów i wielość szczegółów sprawiły, że spojrzałem na tę opowieści zupełnie inaczej. Szancer był jednak ilustratorem, który narzucał określoną wizję, dopowiadał i przedstawiał skończone sceny niczym kadry nienakręconego filmu animowanego – Sztyma daje więcej pola dla interpretacji czytelnika. Dla mnie to wydanie, z tymi ilustracjami to wydarzenie.

Marianno Sztymo jesteś moim Timem Burtonem!

/BW/

2 komentarze:

  1. Bardzo ładne ilustracje! Na pewno spodobały się dzieciaczkom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, oglądają z zaciekawieniem:)

      Usuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...