wtorek, 20 czerwca 2017

Szukajcie Eona! („Kubatu. Do trzech razy sztuka”, rysunki: Przemysław Surma, ilustracje: Jakub Syty)


Trzeci tom serii Surmy i Sytego (Wydawnictwo Egmont) był dla nas w rzeczywistości tomem pierwszym. Nie znaliśmy poprzednich dwóch części, ale chyba warto ten lekturowy brak nadrobić...

Pierwszą, ogólną uwagę odnośnie Kubatu mam taką, że jest to komiks idealnie skrojony dla młodszych dzieci. Takich 6-latków jak Kostek, no może do 10 lat. Dla starszych i bardziej doświadczonych komiksiarzy ta historia może już być zbyt prosta i mało wciągająca - chociaż trzeba przyznać, że twórcy trochę o starszych odbiorcach pamiętają i przemycają wiele fabularnych smaczków, które z pewnością rozpoznają mamy i tatowie czytający polskie komiksy w latach 80. (ale też powieści dla dzieci i młodzieży i oglądający filmy). 


Przedstawiona w zeszycie trzecim historia początkowo może wydawać się nieco wydumana. Ale tak to zwykle bywa jak się włazi na imprezę w środku zabawy. Człowiek czuje się trochę zagubiony...

Kubatu to gadająca przytulanka-papuga, maskotka stworzona przez lekko szalonego, ale niegroźnego wynalazcę Pana Inżyniera dla chłopca Kaja. Historia zaczyna się od nocnego zdarzenia - inżynier ma wspaniały sen, który zapomina zaraz po przebudzeniu. Wymyślił jednak nowy model przytulanki zapamiętującej sny. Dzięki niej mógłby sobie przypomnieć treść snu – niestety wspomniana przytulanka o imieniu Eon ma też zdolności kameleona i potrafi zmieniać postać. Inżynier wyrusza więc w pościg za zbiegłą zabawką. Tymczasem do lasu, gdzie mieści się siedziba Inżyniera przyjeżdża Kaj z rodzicami i koleżanką Elwirką. Mają zbierać poziomki, ale nagle z krzaków wyłania się dziwnie zachowujący się Kubatu... Historia jest trochę rozrywkowa (przygody na lądzie, w wodzie i w powietrzu) i trochę dydaktyczna z głębszym przesłaniem (najważniejsze to być sobą). W proporcjach akurat i w sam raz.



Tak jak pisałem – sporo tutaj popkulturowych odniesień. Taki na przykład Pan Inżynier to postać, w której można dostrzec wielu bohaterów – przypomina trochę golarza Filipa, profesora T’Alenta czy bondowskie schwarzcharaktery (szczególnie z wyglądu, bo jest to postać ze wszech miar pozytywna). Jego podwodny pojazd w kształcie ryby nazywa się „Nauti 2” (oczywiste skojarzenia z „Nautilusem” z powieści Verne’a, ale pamiętam też jeden odcinek przygód Bolka i Lolka, w którym chłopcy pływali batyskafem). Kaj i Elwirka pomagający żywej przytulance to zaś koncept znany choćby z przygód Jonki, Jonka i Kleksa Szarloty Pawel. Komiks utrzymany w jasnych, żywych kolorach – kreska kojarzy się trochę ze stylem Janusza Christy (komiks zresztą dostał nagrodę w konkursie imienia tego znanego polskiego twórcy komiksów), a szczególnie „pucułowate” liternictwo czcionki w tytule. No i pani Robot jest tutaj określana mianem „strażniczki kluczy” (oczywiście wiecie z jakiego to komiksu...). Podobnych smaczków jest tutaj bardzo wiele, ale sama fabuła nie jest skomplikowana. Pochłania się ją szybko - Kostek naprawdę się wciągnął i ani się nie obejrzałem jak czytałem mu trzeci raz pod rząd.

/BW/



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...