poniedziałek, 24 lipca 2017

Senne rozwiązania („O czym nie śniło się dorosłym”, „Ja chyba śnię”, „Bartek, Lenka i sny”, tekst: Joanna Wachowiak, ilustracje: Jola Richter-Magnuszewska)

Czytając moim dzieciom książki zawsze jestem trochę rozdarty – czy ważniejsze jest żeby dana pozycja przede wszystkim podobała się im? Czy może najpierw powinna spodobać się mnie, albo raczej przejść przez moje „cenzorskie” sito? Zwykle poznajemy książki wspólnie – ani ja nic o nich nie wiem, ani nie wiedzą dzieci. Ale jakaś pierwsza ocena, taka czy inna, ma miejsce. Ilustracje, wydawnicze zapowiedzi... Swoją drogą – w literaturze dla dzieci ocenianie książki po okładce bardzo często okazuje się całkiem sensowne... Napisałem „cenzorskie”, chociaż do cenzora mi daleko – niemniej kilkakrotnie zostałem zmuszony do czytania produktów książkopodobnych i jest to doświadczenie mało przyjemne. Na szczęście tego typu pozycje coraz rzadziej trafiają pod naszą strzechę – incydentalne są już nawet przypadki, że dzieci same gdzieś dorwą, albo dostaną od kogoś (szczęśliwie dzięki prowadzeniu bloga książkowe podarunki zostały u nas właściwie zupełnie zarzucone przez rodzinę i znajomych). Ale skąd w ogóle wzięło się to zastanawianie? Z książek o Bartku przedszkolaku napisanych przez Joannę Wachowiak, a zilustrowanych przez Jolę Richter-Magnuszewską. 



Ostatnio regularnie je czytamy (do tej pory ukazały się w Wydawnictwie Bis trzy książki o przygodach chłopca). I właśnie z tymi opowiadaniami o snach chłopca jest tak, że dzieci od razu je kupiły, a ja początkowo nie byłem za bardzo przekonany. Trudno mi tak zdecydowanie wyznać skąd się to początkowe „nieprzekonanie” wzięło... Może stąd, że rola dorosłych bohaterów została tutaj marginalizowana, ograniczona do koniecznego tła, a kolejne historie dowodzą przede wszystkim siły dziecięcej wyobraźni? To oczywiście nie jest wada – ale Pan Czytacz też człowiek;) A może dlatego, że spodziewałem się humorystycznych obrazków z życia przedszkolaka, a dostałem jednak coś innego? Spieszę jednak donieść, że początkowe małe rozczarowanie, znikało z każdym przeczytanym tekstem. 



Dobra, może trochę więcej szczegółów. Jak już zdążyliście się domyślić książki Joanny Wachowiak to zbiory opowiadań, opowiadań pisanych według określonego schematu. Nie lubimy schematu, wiem – ale tutaj jest w pewnym sensie konieczny. Wygląda to tak, że Bartka raz za razem, opowiadanie za opowiadaniem spotyka jakaś życiowa sytuacja np. chce dostać zabawkę, którą mają wszyscy, siostra Lenka płacze i przeszkadza mu w spaniu, nie chce mu się próbować jeździć na rowerze bez dokręconych kółek, ma przynieść do przedszkola zwierzątko albo ciocia każe mu się grzecznie bawić w swoim salonie, ale jednocześnie nie może tam niczego dotykać itp. Rodzice znają to bardzo dobrze. Po każdej takiej sytuacji z życia, stanowiącej wstęp, chłopiec zasypia (z różnych przyczyn), a jego sen stanowi komentarz do sytuacji, która go spotkała. Pewnego rodzaju edukacyjny komentarz, a zarazem poradę jak należy postąpić. Oniryczna przygoda pozwala mu zrozumieć, że się mylił, bądź, że miał rację, ale niekiedy pozwala też zrozumieć to dorosłym, bo Bartek prawie zawsze swoje sny opowiada. 




Tylko własne doświadczenie (nieważne, że senne) jest w stanie zmienić sposób myślenia chłopca. W jednym z opowiadań Bartek ma dosyć nauki jazdy na rowerze bez bocznych kółek. Żeby zmienić jego nastawienie tato czyta mu bajkę o orle (chłopiec od razu orientuje się w dydaktycznych zamiarach ojca), ale do nauki jazdy wróci dopiero po śnie, w którym przemienia się w kurę chcącą nauczyć się jeździć na jednokołowym rowerze... 

Niewątpliwe sednem, główną wartością każdego opowiadania jest pomysł na sen. I Joanna Wachowiak ma bardzo ciekawe pomysły. Raz są one filozoficzne, innym razem humorystyczne, a bywa że czerpią z baśniowym motywów. Sen prawie zawsze związany jest z metamorfozą bohatera (np. zmienia się w kamień lub owcę) lub znanych mu osób (w jednym mama zmienia się w małą dziewczynkę i idzie z Bartkiem do przedszkola). 

Opowiadania Joanny Wachowiak są więc dla rodziców (bo że dzieciom się podobają to wiadomo) całkiem przydatną pomocą pedagogiczną. Właśnie forma snu dobrze do dzieci przemawia, ponieważ uznają, że recepty na rozwiązanie jakiejś sytuacji pochodzą od nich samych. A nie z narzuconej dydaktycznej historyjki o jakimś orle. Sprytne. I moje dzieci też to załapały. Od jakiegoś czasu, zawsze rano opowiadają swoje sny. Na przykład Kostkowi śnił się niedawno gołąb, który był kierownikiem odbudowy katedry. Nie wiem czy to się nadaje na opowiadanie, ale brzmi bardzo malowniczo. 

 /BW/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...