środa, 6 września 2017

Króliki na gigancie („Wodnikowe Wzgórze”, Richard Adams, ilustracje: Aldo Galli)

Doskonała książka - angażująca, wyzwalająca ogromne emocje, wspaniale napisana (przekład: Krystyna Szerer) i traktująca o... migracji królików. No właśnie. Migracja królików to pojęcie z telewizyjnego programu przyrodniczego, w którym Krystyna Czubówna swoim charakterystycznym głosem wypowiada zdania w stylu: „Łąka. Człowiekowi miejsce to kojarzy się z wytchnieniem, pięknem i spokojem. Tymczasem toczy się tutaj codziennie brutalna walka o przetrwanie...”. Właśnie o tej walce jest „Wodnikowe Wzgórze”. I od razu oświadczam – tak, migracja królików potrafi być fascynująca i wciągająca.


Richard Adams opisuje życie i zwyczaje królików, ale nie robi tego w stylu Dygasińskiego, Goździkiewicza czy Wajraka, daleko mu też do Mrs Potter i jej historyjek o Piotrusiu Króliku. Sugerowałbym raczej abyście odświeżyli sobie „Folwark zwierzęcy” lub „Rok 1984” Orwella. Autor „Wodnikowego Wzgórza” nie ogranicza się bowiem do roli obserwatora i komentatora fauny i flory. To fakt – nigdy nie zapomina o przyrodniczej wiarygodności, dba żeby za bardzo nie uczłowieczyć swoich bohaterów, ale jednocześnie pozwala im myśleć po ludzku. Tylko myśleć i aż myśleć, ponieważ dzięki temu dostajemy opowieść metaforyczną – króliki chociaż oddają hrakę i chodzą na sylflaj (to słowa z języka leporydzkiego, którym posługują się skaczące zwierzęta) powtarzają nasze błędy. Zobaczyłem w tej historii przeklęte problemy dzisiejszego świata, w którym króluje konformizm nierzadko prowadzący do totalitaryzmu, ale na szczęście wciąż znajdują się tacy, dla których wolność, rozsądek i dobro są wartościami największymi.

Parę zdań o treści. Królikarnia Sandleford ma kłopoty. W miejscu, gdzie się znajduje ma powstać osiedle mieszkaniowe. Króliki oczywiście o tym nie wiedzą, bo nie potrafią czytać– ale jeden z nich, Piątek, ma dar jasnowidzenia. Wielki Królik Jarząb odrzuca jednak jego wizję zagłady królikarni i nawet nie chce słyszeć o ucieczce. Wtedy młody królik Leszczynek, który wierzy Piątkowi, postanawia wraz z niewielką grupą towarzyszy wyruszyć na poszukiwanie miejsca na nowy dom. Czeka ich trudna wędrówka, która nie skończy się w momencie wyszukania idealnego miejsca na nory... Akcja powieści poprzetykana jest także opowieściami o mitycznym bohaterze królików o imieniu El-ahrera i jego wiernego druha Rabsztoka, którzy dzięki sprytowi i mądrości skutecznie stawiali czoło największym trudnościom i przeciwnościom (kradzież sałaty to mistrzostwo świata!).



Początkowo, gdy czytałem powieść Adamsa, miałem skojarzenia z „Drogą” McCarthy’ego. To pierwsze skojarzenie, potem było ich więcej od Biblii, przez „Odyseję”, „Proces”, wspomnianego Orwella a skończywszy na klasyce fantastyki spod znaku Tolkiena i Lewisa.

Zostańmy jednak przy tym pierwszym. W „Drodze” ojciec z synem przemierzali świat po apokalipsie, rządzący się okrutnymi zasadami i nigdy nie wiedzieli jaki kolejny przerażający obraz ukaże im się za zakrętem. Tutaj jest podobnie, bo stworzeń czyhających na życie królików jest mnóstwo, ale największym zagrożeniem dla nich są... inne króliki (w „Drodze” byli to ludzie, co zresztą jest charakterystyczne dla postapokaliptycznych narracji). Wyprawa królików polega więc na ciągłym wystrzeganiu się wrogów w postaci zwierząt (lis, sowa, gronostaj, człowiek), ale też owiana jest bezustanną niepewnością, co do zamiarów innych przedstawicieli króliczego gatunku. Adams przedstawia w swojej książce kilka rodzajów ustrojów społecznych i sytuacji jednostki w tych społeczeństwach. Robi to na przykładzie trzech królikarni: Pierwiosnka, w gospodarstwie Nuthanger i wreszcie Efrafy. Prawa rządzące każdym z tych miejsc poznajemy stopniowo, podobnie jak członkowie grupy Leszczynka. Wiadomo też od razu, że nasi bohaterowie nie chcą układów tych powielać, chcą stworzyć własne, idealne społeczeństwo oparte na wolności wyboru. Trzy królikarnie stanowią dla nich negatywne punkty odniesienia.

 
Dużo można pisać o tym dlaczego to jest powieść porywająca. Choćby taki powód: króliki traktujemy zwykle jako zwierzęta-klony, identyczne, nie różniące się między sobą. Tymczasem tutaj każdy jest osobną, złożoną jednostką, kształtowaną przez inne doświadczenia. Leszczynek, Piątek, Czubak, Ostrzeń, Czerniec, Pierwiosnek czy generał Czyściec – poznajemy ich pragnienia, marzenia, obawy i kompleksy. Dzięki takim pełnokrwistym bohaterom jesteśmy w stanie tak bardzo zaangażować się w przedstawione wydarzenia.

Z tylnej strony okładki, zgodnie z praktyką wielu wydawnictw, dowiadujemy się, że wielkimi fanami tej powieści z 1972 roku są Stephen King i Joanne Rowling. Zwykle zbywam takie rewelacje wzruszeniem ramion, ale teraz pomyślałem, że wcale się im nie dziwię. A ciekawa informacja jest jeszcze taka, że „Wodnikowe Wzgórze” wzięło się z historyjek, które Adams opowiadał swoim dzieciom przed snem. Zatem siostry i bracia w blogowaniu, nie traćcie nadziei! Może jeszcze Frys, który rozdaje wygodne nory i najlepszą flerę, spojrzy na was łaskawym okiem i nie poskąpi natchnienia do napisania wielkiej pieśni...

/BW/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...