wtorek, 5 września 2017

Z dzienniczka Fefe („Z Muchą świat zwiedzamy i opowiadamy” tekst: Marta Galewska-Kustra, ilustracje: Joanna Kłos)


Już po wakacjach, ale książka jeszcze klimacie kanikuły. Historia Muchy Fefe, która schowana w walizce, na gapę wyrusza do Hiszpanii. To kolejna pozycja Marty Galewskiej-Kustry, która niestrudzenie uczy wymowy małych czytelników. Ostatnio robiła to w dwóch częściach Pucia, ale sprytna mucha także już pracowała z najmłodszymi w książce „Z Muchą na luzie ćwiczymy buzie”. Pucia czytamy i szczególnie Matylda stała się wielką fanką jego przygód. Natomiast pierwszej książki o przygodach Fefe nie znaliśmy. Czy czarna (a bywa że opalona) bohaterka przekonała nas do siebie?


Do pozycji, których nadrzędny cel określić można mianem terapeutyczno-edukacyjnego i jest on znany już na etapie wydawniczych zapowiedzi zwykle podchodzę z lekkim dystansem. Umiejętne łączenie fabuły z dydaktyką na poziomie odbiorcy dziecięcego to sztuka bardzo trudna i niezwykle łatwo w takich przypadkach o fałszywy ton. W przypadku przygód Pucia miało to mniejsze znaczenie – wydarzenia były tam uproszczone. Tymczasem książka, której celem jest opisywanie, opowiadanie i dopowiadanie wymaga już bardziej rozbudowanej historii, o większym stopniu skomplikowania.

Autorka jednak oprócz tego, że jest terapeutką, posiada literacką wyobraźnię i pisać potrafi. Można z lekkim przymrużeniem oka powiedzieć, że zastosowała tutaj zakorzeniony w literackiej tradycji motyw „odnalezionego rękopisu”. Wszak śledzimy zapiski z dzienniczka muchy, która swoje przeżycia na urlopie w Hiszpanii zapisuje w pierwszej osobie – co zresztą jest konieczne, bo jej wiedza o rzeczywistości musi być niewielka. Na tyle niewielka, aby dzieci były w stanie zauważyć błędy w jej obserwacjach. Moje zauważają, więc zadanie zostało spełnione. Istotne jest chyba także to, że musze wynurzenia mają w sobie urok i nie straszą jakimiś banalnymi schematami. Nie bez znaczenia jest też fakt, że autorka przemyca w treści sporo informacji o Hiszpanii (język, potrawy, taniec, zwyczaje), a nawet samą siebie tutaj umieszcza – wszak to Marta leci na Półwysep Iberyjski. Podobnie jak w Puciu wydarzenia są przedstawione w formie kadrów, wspaniale zagospodarowanych ilustracyjnie przez Joannę Kłos (a format książki jest spory), ale oczywiście nie tak prostych jak w przypadku przygód przedszkolaka. 





Chwaliłem książki Marty Galewskiej-Kustry o Puciu za stworzenie atrakcyjnych, zindywidualizowanych bohaterów i atrakcyjne ich przedstawienie na ilustracjach, a wszystko dla celu dydaktycznego, który jednak nie był od pierwszych stron podawany łopatą. Historia o podróżującej Fefe to już poziom wyżej, bo obok bohaterów, ilustracji i celów edukacyjnych trzeba było przedstawić atrakcyjną fabułę – interesującą i zachęcającą dzieci do opowiadania. Według mnie to się autorkom udało. To dobra wiadomość, bo takich książek potrzeba jak najwięcej.

/BW/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...