czwartek, 26 października 2017

Historia czterech kółek („Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe”, tekst: Michał Leśniewski, ilustracje: Maciej Szymanowicz, Egmont, seria: Art)


Samochody to częsty temat dziecięcych książek. Każde większe wydawnictwo ma w swoim katalogu jakiś motoryzacyjny tytuł. Jest to znak czasów, ale chyba znakiem czasu powinna być także krótka refleksja nad tym czy wpajanie dzieciom atencji dla samochodów to coś pozytywnego? Przecież wszyscy widzimy, że nasze miasta wprost toną w autach. A kierowcy wciąż chcą dla siebie więcej i więcej przestrzeni. Zagranicą już nauczono się jak dawać temu odpór. Są sposoby, pomysły, realizacje i plany, które pokazują, że można żyć inaczej, z mniejszą liczbą samochodów. U nas nadal uważa się, że budowanie dróg i obwodnic rozwiąże problem korków w miastach i rosnącej lawinowo liczby pojazdów silnikowych. Tak nie będzie i chciałbym przy okazji (wspomnianych wyżej sposobów, pomysłów, realizacji i planów) polecić dwie książki nie dla dzieci, ale jakże warte lektury: „Miasto szczęśliwe” Montgomery’ego i „Walkę o ulice” Sadik-Khan. Przeczytajcie jeżeli będziecie mieli taką możliwość – mogę obiecać, że otwierają oczy na wiele spraw!


Cóż... powyższe zdania nie wyglądają jak zachęcający początek recenzji książki o samochodach... Tym bardziej, że zamierzam pisać w tonie pochlebnym.
Trudno mi jednak oddzielić sprawę pakowania dzieciom do głów uwielbienia do samochodów i sytuację prawie każdego większego polskiego miasta (wiecie, że w Kaliszu na 1000 mieszkańców przypada 850 samochodów? To podobno najwięcej w Europie!). Nie da się jednak ukryć, że „pakować do głów” można różnie i sposób w jaki robią to Michał Leśniewski (tekst) i Maciej Szymanowicz (ilustracje) bardzo mi się podoba. Powiedziałbym nawet, że lektura tych opowieści może wywoływać niespodziewane refleksje...



Przede wszystkim to jest książka z tekstami historycznymi. Opowieściami albo nawet gawędami. Tylko dwa ostatnie rozdziały odnoszą się do współczesności i to raczej na sposób rzekłbym metaforyczny – wszak dotyczą kosmicznych materiałów wykorzystywanych w produkcji aut i najszybszych samochodów, które można kupić. Ale pozostałą część książki wypełnia kilkanaście opowiadań o początkach motoryzacji (niektóre podzielone na części) oraz kilka o polskich samochodach okresu PRL-u (Warszawa, Syrena, Fiaty 125p i 126p). Być może dla maniaków czterech kółek są to opowieści doskonale znane, ale przyznaję, że dla mnie stanowiły nowość i chętnie je co wieczór dzieciom czytałem. Czego tutaj nie ma! Jest o pierwszym samochodzie, o Benzu i jego żonie, o twórcy pierwszej opony Dunlopie, o pierwszym samochodzie, który przekroczył prędkość 100 km/h, o Henrym Fordzie, o Citroenie-parasolce, garbusie, pierwszym samochodzie w Polsce, o Jerzym Jelińskim, który postanowił objechać samochodem świat, jest oczywiście o rajdzie Monte Carlo, a do tego lżejsze, przerywnikowe rozdziały o modzie samochodowej, pierwszych znakach drogowych, kierunkowskazach czy światłach – wszystko w tonie lekko napisanej historyjki pełnej ciekawostek (dobrze oddawanych też na rysunkach Szymanowicza).

Doceniam też, że autor dokonał w swojej książce wyboru tematyki. Nie próbował napisać o wszystkim, ale skupił na przeszłości. Dzięki czemu znajdziemy w „Ale auta!” w pewnym sensie świat dziewiczy, nieskażony samochodami i ich wyziewami. Świat, w którym auta są fanaberią albo uliczną sensacją podziwianą przez przechodniów. Kolejna ważna sprawa: jest to opowieść o ludziach. Maszyny, chociaż dominują w tytule i podtytule, są trochę na drugim planie. To także ważne z dzisiejszego punktu widzenia, bo trudno zaprzeczyć że współczesny samochód już dawno pożarł swoich twórców. Dla wielu stanowi wartość samą w sobie, znak luksusu, prestiżu, szpanu, ale w zalewie kształtów nikt już nie zastanawia się kto zaprojektował dane nadwozie, silnik czy udogodnienie uruchamiane przyciskiem na desce rozdzielczej. Jest to trochę taka sytuacja jak z powieści i filmów s-f, w których maszyny przejmują władzę nad ludźmi. Oczywiście pozornie tymi maszynami sterujemy, ale przecież coraz częściej to one sterują nami. I dlatego powrót do „ludzkich” początków samochodów był bardzo dobrym pomysłem. 





Wielkie podziękowanie dla autora także za opowieść o historycznej podróży Berthy Benz – była pierwszą osobą, która pokonała dystans 60 mil, w podróż do matki z Mannheim do rodzinnego Pforzheim wyruszyła z synami automobilem skonstruowanym przez męża i bez jego wiedzy. Chciała udowodnić, że wynalazek może się przydać do pokonywania dużych odległości. A w czasie drogi wielokrotnie samodzielnie maszynę naprawiała. Tyle teraz wychodzi książek o dokonaniach kobiet – fajnie, że jedna fascynująca historia pojawiła się w „Ale auta!”(by the way: kobieta siedzi też za kierownicą okładkowego garbusa). Tym bardziej, że pozycja będzie pewnie powszechnie targetowana na chłopców...

/BW/

2 komentarze:

  1. Przyszła w najnowszym zakupie (przyznam, że za moją sprawką), do "mojej" GBP. Jak tylko zostanie wciągnięta do katalogu, zabieram do domu, bo z kartkowania wielce mi się spodobała (właśnie za podejście retro), a Twój tekst tylko mnie w chęci zapoznania się z nią utwierdził :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedyna jak dotąd książka o samochodach, jaką przeczytałam od początku do końca z niegasnącym zainteresowaniem :)

    OdpowiedzUsuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...