wtorek, 7 listopada 2017

O czytaniu i wykluczeniu („Kajtek nie umie fruwać! Historia małego miłośnika książek” tekst: Jennifer Berne, ilustracje: Keith Bendis, Prószyński i S-ka)


Druga wydana w Polsce, a chronologicznie pierwsza książka o szpaku Kajtku (po angielsku Calvinie) autorstwa Jennifer Berne. W tej zeszłorocznej, zatytułowanej „Kajtek, uważaj! Mały miłośnik książek zakłada okulary” fabuła miała zachęcać dzieci do noszenia okularów i czytania książek. Pokazywała, że obie te czynności mogą się bardzo w krytycznej chwili przydać.


W „Kajtek nie umie fruwać!” okularów jeszcze nie ma, za to znaczenie lektury niezmiennie pozostaje w centrum zainteresowania autorki.  Po wykluciu się z jajka Kajtek nie podąża drogą rozwojową swoich braci, sióstr i kuzynostwa. Zamiast uczyć się fruwać i żerować – odkrywa uroki biblioteki. Zaniedbuje więc ptasie obowiązki na rzecz miejsca w czytelni i pochłaniania nowych lektur. Kiedy zaś przyjdzie odlatywać do ciepłych krajów Kajtek nie będzie potrafił wznieść się w powietrze (poniosą go), ale zdobyta wiedza ocali całą szpaczą społeczność (a latać i tak się nauczy!).

 

Lubię (podobnie jak moje dzieci) bohatera stworzonego przez Berne. Wiecie tak od pierwszego wejrzenia go lubię, budzi sympatię. Przyklaskuję też przesłaniu książki, które jest naprawdę szlachetne i edukujące – wszak czytanie książek to pasja warta bezustannego chwalenia i rozwijania. I wreszcie najważniejsze: opowieść o Kajtku można czytać jako historię o wykluczeniu. Może taką w wersji light (o ile w ogóle można to stopniować), ale akurat dobrze podaną dla percepcji młodszych dzieci. Wszak szpaczek jest stygmatyzowany, przezywany, a porównanie do mola (książkowego) wprawia go w głęboki smutek. Jennifer Berne dobitnie pokazuje, że tego typu zachowania są złe, a wyśmiewający się z Kajtka nie mają racji. Przekonują się o tym wyglądając z głębi jaskini. Warto pamiętać o tym fakcie, bo takich książek nigdy za wiele.




Dobrze sprawdzają się ilustracje Keitha Bendisa na dużych kwadratowych stronach – nie jest to może ulubiony przeze mnie styl rysowania, ale tutaj pasuje, tworzy rozległą przestrzeń dla tej ptasiej historii.

Z minusów: spojrzałem w internecie na wydanie anglojęzyczne i tamtejsze literki dalej są zgrabniejsze. Te w wersji polskiej trochę jakieś takie niedopasowane, koślawe... Nie wspomnę już o tych, którymi uzupełniono leśne szyldy... Nie porównywałem też tekstów angielskiego i polskiego (tłumaczyli Janusz Kokoszewski i Dorota Koman), ale inicjalne zdanie na jednej ze stron - „Burze w końcu się skończyły” – chyba niezbyt dobrze wygląda i brzmi?

Generalnie jednak warto a nawet trzeba sięgnąć po oba Kajtki, bo to prosto poprowadzone, ale wcale nie najprostsze w wymowie opowieści, których lektura nie zabierze wam wiele czasu.

/BW/


2 komentarze:

  1. Dla mnie przyciężka, przedydaktyzowana lektura. Mamy pierwszą część, ale jakoś nie było powrotów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że niekiedy i przedydaktyzowanie jest okay. Tym bardziej, że (jak uważam) w dobrym celu. W kwestii "przyciężkości" to jeżeli masz na myśli tłumaczenie - na pewno najlepiej nie jest (jeszcze patrząc, że dwie osoby to tłumaczyły!). Ale u nas się przyjęło.

      Usuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...