piątek, 1 grudnia 2017

Emocje i owszem („Grzyby. Dziwne fakty z życia grzybów, o których nie mieliście pojęcia”, napisała: Liliana Fabisińska, ilustrowała: Asia Gwis, Nasza księgarnia)


Powiedzieć, że rzuciłem się na tę pozycję to nic nie powiedzieć. Najpierw, po wydawniczych zapowiedziach, ucieszyłem się, że wreszcie będę mógł coś poczytać dzieciom o grzybach, a po wyjęciu książki z paczki sam zacząłem ją zgłębiać a potem dzielić się zdobytymi informacjami ze wszystkimi dookoła. W końcu niecodziennie dowiadujesz się, że w Australii rosną rydze, których kapelusze mają średnicę talerza!


Ludzie mówią: emocje jak na grzybobraniu. I wiadomo co to znaczy... Znaczy, że w czasach cyfrowo-wirtualnych, w czasach sportów ekstremalnych i zajęć ambitnych, modnych, fast i fit zbieranie grzybów zakwalifikowane zostało jako hobby dla pana Stefana (imię przypadkowe!) z grubym brzuchem, który wysłużonym golfem parkuje obok lasu i wyrusza na podbój kniei z plastikowym wiadrem w garści. W zasadzie to powinienem te słowa napisać gdzie indziej, nie w recenzji książki dla dzieci, ale zbieranie grzybów było, jest i pewnie będzie ważnym elementem mojego życia. 



Zbierania nauczyli mnie rodzice w czasach, kiedy lasy wokół Szklarskiej Poręby nie były miejscem za bardzo obfitującym w grzyby. Zbierało się właściwie tylko podgrzybki i kozaki. Obraz był mniej więcej taki: katastrofa ekologiczna lat 80., kwaśne deszcze, zakłady przemysłowe, suche pnie drzew na górskich zboczach, masowe wyrzynanie lasów z powodu kornika drukarza i wskaźnicy modrzewianeczki i ja zbierający podgrzybki do torby w kształcie trampka z napisem Espania’82. Wychowałem się na opowieściach o mitycznych czasach, latach 50., kiedy borowiki zbierało się na worki (babcia szyła z płótna). O grzybach się opowiadało, grzyby się pamiętało, a szczególnie zapalonych grzybiarzy nawet się podziwiało. Jak w młodości postanowiliśmy zrobić film VHS to rzecz jasna pojawiła się w nim mityczna postać Szalonego Grzybiarza. Pierwowzorem był pewien stary hutnik z Osiedla Huty, który potem zachorował na Alzheimera i dzisiaj podobno, o losie, w ogóle nie pamięta, co to są grzyby. Ja natomiast pamiętam jakie było święto kiedy w końcówce lat 80. znalazłem prawdziwka przy torach nieczynnej wtedy linii kolejowej do Jakuszyc. Byłem królem grzybobrania, a żył jeszcze dziadek, który mnie pochwalił. Chyba jedyny raz w życiu. Od tamtego czasu na linię Jakuszyce-Korenov powróciły pociągi, a do lasów borowiki. No dobra, ale co mi dało zbieranie grzybów? Zbieranie ich to jedno, druga sprawa to las. Uwielbiałem wychodzić z samego rana do lasu i wracać późnym popołudniem. Sam w lesie. W kalejdoskopie lasów. Bo nie chodziłem tylko do jednego, żeby nazbierać. Wędrowałem. Białe brzeziny z czerwonymi koźlarzami w sucho-zielonej trawie, świerki wyrastające z runa wyścielonego nisko rosnącą trawą długą jak włosy, z której wygrzebywałem najpiękniejsze podgrzybki i te świerki rosnące wśród igliwia, z gałęziami do samej ziemi, pod którymi czaiły się kapelusze prawdziwków. Albo wielkie kolumny buków, leśne sale kolumnowe z zielonymi chmurami liści i ziemią pokrytą suchymi liśćmi, w których czaiły się borowiki, schowane że łatwo było je rozdeptać. Może i brzmi to jak tandetna „coehloza”, ale las i grzyby to była dla mnie ucieczka, wolność, tajemnica a jednocześnie bezpieczeństwo. Tego nie da się, tak do końca objaśnić. I tego nie zastąpi żaden park miejski. Owszem zdarzało mi się też wyjeżdżać w odwiedziny do innych, dalekich lasów. W sosny posadzone równymi rzędami i w dębiny nad jeziorami. Ale nawet dzisiaj, mieszkając w mieście, wracam często w myślach i snach do tych swoich lasów, które już bardzo się pozmieniały, zarosły, wystrzeliły w górę. Wciąż mam je w pamięci, kojarzę niektóre drzewa, mam rozeznanie gdzie i co zbierałem. Długo można by o tym pisać…



A wracając do rzeczy – lektura i oglądanie książki pt. „Grzyby. Dziwne fakty z życia grzybów, o których nie mieliście pojęcia” to doświadczenie estetycznie bardzo przyjemne. Wielki format, duże strony, ciekawe ilustracje, udany pomysł graficzny, interesujące rozwiązania typograficzne – widać że Nasza Księgarnia celuje w target wielbicieli wielkich formatów z Dwóch Sióstr (np. „Pszczoły”, „Botanicum”). Bardzo mi się podoba wygląd tej książki. Teksty zostały tutaj podane w formie kilku lub kilkunastu oddzielnych fragmentów na każdej rozkładówce. Znaleźć w niej można wiedzę o grzybach, ale też o wszystkim co się z grzybami kojarzy (np. grzybek do cerowania czy grzyb atomowy). Czytałem wszystkie informacje z wielkim zainteresowaniem – cóż chyba potrzebne mi było takie kompendium, którego nie gwarantowały mi atlasy grzybów. A przyznać trzeba, że grzyby (które przypomnijmy nie są ani fauną, ani florą – mają osobne królestwo, które nazywa się funga lub mykobiota) nie były do tej pory zbyt dobrze książkowo zagospodarowane.  W wydawniczych nowościach mignęło mi wprawdzie „Tajemnicze życie grzybów” Roberta Hofrichtera , które pojawiło się na fali popularności wszelkich tajemnic i sekretów fauny i flory, którymi zasypują nas ostatnio wydawnictwa. Ale jeszcze nie miałem okazji tego czytać.


Można zapytać czy książka ta zawiera informacje merytoryczne. Moim zdaniem tak – wprawdzie przegląd podstawowych gatunków grzybów zajął tutaj tylko kilka stron a grzyby zostały przedstawione w formie narysowanej, ale po to rzeczywiście można sięgnąć do atlasu lub internetu (polecam grupy na fb). Ale tutaj można się dowiedzieć np. co robić w przypadku zatrucia, są przepisy na dania z grzybów, informacje jak wyhodować jadalne grzyby w domu, jest o truflach, muchomorach, grzybkach do herbaty i penicylinie. Jest o serach, drożdżach, a nawet o cerowaniu skarpet. Niektórzy powiedzą pewnie, że miszmasz, ale ja z pewnością umieściłbym tę książkę na szczycie prywatnego zestawienia ulubionych książek 2017 (oczywiście gdybym robił takie zestawienia). No i piękna rzecz na prezent, nie tylko dla grzybiarzy.

/BW/

1 komentarz:

  1. Też mi się spodobała. Ale aż tak chyba nie (żeby nabyć)...

    OdpowiedzUsuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...