wtorek, 2 października 2018

, , ,

Rozważania o inteligencji


Książka dla dzieci obalająca wiele szkodliwych mitów narosłych wokół kwestii związanych z inteligencją. Lekko napisana przez Florence Pinaud (przekład: Sylwia Sawicka) w formie krótkich artykułów. Każdy tekst ma tytuł, lead, kilka śródtytułów luźno ze sobą powiązanych i został pomysłowo zilustrowany przez Severine Assous. Skoro już wspomniałem o stronie graficznej to może od razu napiszę, że jest świetna - dominujące kolory to błękitny, cytrynowy, pojawia sie też zieleń i blady róż. Przegląda się to z wielką przyjemnością. Ilustracje są zróżnicowane - od komiksowych scenek po koncepcyjne ilustracje charakterystyczne dla prasy. Okazuje się, że ilustrując książkę popularnonaukową dla dzieci można uniknąć nadmiaru, który często spotykamy w tego typu wydawnictwach. Tutaj postawiono na minimalistyczną kreskę i bezpretensjonalny francuski styl.


Wróćmy jednak do treści pozostając przy podobieństwach "prasowych". Właśnie prasowe, nieco sensacyjne są bowiem tytuły kolejnych rozdziałów, które sformułowane zostały w formie pytań: "Czy trzeba dużo wiedzieć, żeby być inteligentnym?", "Czy dziewczynki i chłopcy są tak samo inteligentni?", "Czy mieszkańcy bogatych krajów są inteligentniejsi?", "Czy inteligencja jest dziedziczna", "Czy dobrzy uczniowie zawsze są dobrymi kolegami?" itd. Florence Pinaud na wszystkie te pytania odpowiada krótko, ale konkretnie - negując wiele funkcjonujących powszechnie, złych czy wręcz krzywdzących przekonań (niektóre niestety powtarzając - o czym na końcu). 


Ważne są szczególnie fragmenty o inteligencji, którą nadal wiele osób utożsamia wyłącznie z książkową wiedzą:

Zapominamy często, że można być inteligentnym na różne sposoby... Uczeń, który rozumie, dlaczego nauczycielka zadaje pytanie, jest równie inteligentny jak ten, który umie na nie odpowiedzieć.

Teksty IQ oceniają zasób słownictwa, pamięć, umiejętność logicznego myślenia czyli kompetencje ważne w szkole. Nie mierzą jednak zdolności społecznych ani kreatywności, które też są bardzo potrzebne, żeby zdobyć dobry zawód.
To istotne sprawy, które wciąż nie są wyraźnie artykułowane przez pedagogów i co gorsza nie uwzględniane w szkolnych programach. Książka odczarowuje też znaczenie testów mierzących IQ, nie znajdziecie więc tutaj wielu przykładów zadań pojawiających się w takich testach.

Zmorą tego typu książek jest według mnie Albert Einstein. Ikona nauki, ale też popkultury, symbol "mózgowca", którego nieprzystosowanie szkolne i trafne riposty weszły do legendy i języka. Książki skierowane do dzieci i młodzieży chętnie tym przykładem szafują. W "Tęgim umyśle" austriacki noblista także się pojawia, aczkolwiek autorka nie eksploatuje zanadto tej ikonicznej postaci. Ale np. wykorzystuje do obalenia funkcjonującego mitu (sam niejednokrotnie słyszałem), że człowiek używa zaledwie 10% mózgu. Pinaud wyjaśnia, że wzięło się to właśnie z ciętej riposty Einsteina, który na pytanie: Jak to się dzieje, że jest pan taki inteligentny? odpowiedział: Po prostu używam więcej niż 10% mózgu.


Co jeszcze w środku? Informacje na temat budowy i funkcjonowania mózgu, wypunktowanie rodzajów inteligencji i pamięci, rozdział o inteligencji zwierząt. Twórcy tego wydawnictwa zdecydowanie nie usiłują jednak powiedzieć wszystkiego. Każdy rozdział zawiera akurat taką ilość informacji, aby mogło ją ogarnąć dziecko, ponieważ uważam, że jest to przede wszystkich książka dla nich. Oczywiście polecam ją też dorosłym, szczególnie tym nadwrażliwym, od pierwszej klasy usiłującym robić ze swoich dzieci geniuszy i niepokojącym się o niewystarczającą ilość wiedzy książkowej już na początku edukacji.


Nie mogę jednak przejść obojętnie wobec kilku fragmentów, z którymi się nie zgadzam i zwróciły moją uwagę. W tekście pojawia się dosyć ryzykowne według mnie stwierdzenie, że człowiek podporządkował sobie całą Ziemię (str. 11, patrz: zdjęcie powyżej). Czy aby na pewno? Dla mnie brzmi to jak zdanie z programu podróżniczego Cejrowskiego. A jeśli nawet ktoś tak uważa, to czy warto dawać taki przekaz dzieciom? Czarnoskórych określa się Murzynami (str. 42) - uważam, że słowa tego (mimo jego etymologii) nie powinno używać się w pozycjach skierowanych do dzieci. A już najbardziej zdziwił mnie taki fragment z rozdziału "Czy dziewczynki i chłopcy są tak samo inteligentni?" (str. 36):

Dość długo panowało przekonanie, że chłopcy lepiej orientują się w przestrzeni (rozumieją kształty, oceniają odległość, trasę, lepiej czytają plan miasta), bo częściej bawią się klockami Lego. Dziewczynki natomiast, sądzono, bardziej rozwijają umiejętności związane z językiem, gdyż bawiąc się w dom, wymyślają rozmowy między swoimi lalkami. Dziś jednak dzieci obu płci bawią się tabletami i grają w gry komputerowe. Ich kompetencje rozwijają się więc identycznie.

Czyli dawne, błędne i deprecjonujące podziały zasypano ogromnym uogólnieniem? Co to w ogóle znaczy "panowało przekonanie"? Moje dzieci nie mają tabletów, a grami komputerowymi bawią się incydentalnie. Czy w ogóle można mówić o rozwoju jakichkolwiek kompetencji dzięki kontaktowi z takimi technologiami? Co z książkami, zabawkami, podwórkiem, lasem? W książce pojawia się też dyskusyjny pogląd, że dzieci z zamożnych rodzin są od początku lepiej stymulowane, a ich rodzice używają bogatego słownictwa i zachęcają do czytania książek. Znowu brak źródła takiego poglądu i dostosowania go do polskich realiów (zakładam, że ludzie zamożni dla autorki francuskiej znaczą trochę co innego niż dla czytelnika z Polski). I czy nie jest to jednak pogląd nieco stygmatyzujący i wykluczający inne grupy społeczne?

Trudno mi zrozumieć jak takie mało inteligentne fragmenty mogły się zabłąkać do książki traktującej o inteligencji? Tym bardziej mnie to zmartwiło, że jest to pozycja naprawdę udana i potrzebna. A zatem czytajcie, ale uważnie.

/BW/

Tęgi umysł. Tajemnice inteligencji
tekst: Florence Pinaud
ilustracje: Severine Assous
przekład: Sylwia Sawicka
Polarny lis 2018

Share: