czwartek, 18 października 2018

, , ,

Zwierzęta domowe à la James Campbell


Książka "Zabawne życie zwierząt domowych" na początku trochę mnie denerwowała – szczególnie odniesieniami do internetu. Chcesz obejrzeć śmieszne filmiki o królikach? Wejdź na YT albo wpisz w Google. Darujcie, ale nie po to czyta się książki, żeby podpowiadały, co wpisać w okno wyszukiwarki! Od razu też ostrzegam, że jest w niej sporo kawałków o kupach i sikach, który wasze dzieci pokochają (zapewniam!), ale wam mogą się one wydać zbyt dosłowne. Mamy przykładowo rozdział o trzymaniu rybek w sedesie. I autor (James Cambell) pisze, że jak trzymamy rybki w sedesie to nie możemy tam sikać i robić kupy - bo rybki nie lubią mieć kupy na głowie (pojawia się rzecz jasna poglądowy rysunek). Jest też schemat identyfikacji kup zwierząt i poglądowy rozdział o robakach w kupie. Nie myślcie jednak, że tylko fekalia interesują autora. O nie! Kiedy chce potrafi być bardziej finezyjny i to naprawdę nie jest humor na poziomie komedii z Adamem Sandlerem. Po lekturze całości oceniam go znacznie wyżej, co stanowi dla mnie nie lada zaskoczenie!


W tej książce wszystkiego jest dużo, to taki patchwork pomysłów, skojarzeń, absurdalnych historyjek i pomysłów dotyczących zwierząt domowych (autor bardzo lubi wymyślać nowe rasy!). Pomiędzy znaleźć można trochę prawdziwych informacji, ale lepiej ich nie szukajcie. Książka ma przede wszystkim bawić dzieci i wydaje mi się, że to zdanie spełnia. Czytaliśmy z Kostkiem i zaśmiewał się do łez. A przyznaję, że kilkanaście żartów (bo tak kategoryzuję te teksty) wyszło Cambellowi całkiem całkiem i sam się rozśmiałem. O przykładowo historia o myszach, które w stodole pomagają pewnemu panu w renowacji starego auta, o kocie dziadka, który wie że Cambell ma na niego alergię i specjalnie koło niego siada i się gapi czy wypunktowanie w jaki sposób szantażować emocjonalnie rodziców, aby wreszcie zdecydowali się na domowego pupila. Absurdalnemu humorowi z "Zabawnego życia zwierząt domowych" z pewnością bliżej do Monty Pythona niż do Kapitana Majtasa.




Brak w książce Campbella rozdziałów, w ogóle jakiegokolwiek podziału typu: o psach, kotach rybkach, chomikach, kanarkach itd. Każda historyjka ma jednak tytuł i trochę szkoda, że nie pomyślano o spisie treści. Wydaje mi się jednak, że była to decyzja świadoma, bo po każdej historyjce są drogowskazy Kierują nas na inne strony, gdzie wymienione na drogowskazach wątki zostają rozwinięte. Uważam to za dobry pomysł - dzięki niemu zupełnie nie ma się wrażenia obcowania ze skończoną całością, ale wciąż skaczemy, odkrywamy coś nowego. Możemy chwilę poczytać, a potem odłożyć. Nie zawsze to jest dobry pomysł na książkę, ale tutaj się sprawdza. Przeważnie jeden tekst mieści się na dwóch, gra czterech stronach, a książka posiada mały, kwadratowy format, zaś tekst oddany został za pomocą dużej, "pisanej" czcionki z hojną interlinią i bogato okraszony ilustracjami. Dzieci, nawet te zaczynające przygodę z czytaniem, mogą więc porwać się na lekturę tej pozycji. A ilustracje Roba Jonesa, jakby rysowane na marginesie zeszytu, są naprawdę fajne i dobrze tekst Campbella uzupełniają.



Pisałem już wyżej, ale powtórzę – kiedy sięgałem po tę książkę wydawało mi się, wbrew tytułowi, że nic zabawnego w niej nie znajdę… Tymczasem odkryłem tutaj prawdziwą feerię pomysłów i całkiem dobrze się przy lekturze bawiłem.

Zabawne życie zwierząt domowych
Tekst: James Campbell
Rysunki: Rob Jones
Tłumaczyła: Agata Trzcińska-Hildebrandt
Wilga 2018

Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!