wtorek, 20 listopada 2018

, , ,

Niebieskowłosa poszukiwaczka przygód


Jest taka znana historia z polskiego komiksowego podwórka o tym jak Papcio Chmiel pracując w Świecie Młodych udzielał porad młodszej koleżance Szarlocie Pawel, która przyszła pracować do tej gazety nic nie wiedząc o komiksach. Doświadczony i oczytany w zachodnich wydawnictwach autor Tytusa, Romka i A'tomka zdradził jej swoją receptę na udany komiks dla młodzieży. Recepta polegała na tym, że trzeba wziąć dwójkę dzieci i dodać do tej pary jakąś postać fantastyczną - maskotkę obdarzoną tajemniczymi zdolnościami.



Przypomniałem sobie o tej historii z przeszłości kiedy siadłem do pisania tej recenzji i mam taki wniosek, że jednak żyliśmy (z wielu powodów, od których teraz abstrahuję) w rzeczywistości komiksowo niezwykle ubogiej. Nie myślcie, że czepiam się do peerelowskich komiksów! O nie! Byłem i jestem ich wiernym czytelnikiem. Jednak czytania komiksów, tak na dobre, uczę się właśnie teraz. 

Taka "Hilda" Luke'a Pearsona... Bohaterka jest samotniczką, która zasadniczo nie ma koleżanek i kolegów (Fridę i Davida trudno nazwać towarzyszami przygód). Nie działa jednak sama, ponieważ ma do dyspozycji towarzystwo istot fantastycznych. Nie jednej. Wielu. Przede wszystkim lisojelenia Rożka i małego elfa Alfura. Jednak w każdym tomie pojawiają się także inni ciekawie wymyśleni bohaterowie - Wielki Kruk, Olbrzym, trolle czy nasz rodzinnie ulubiony Drewniak. 



A wracając jeszcze do porady Papcia Chmiela - polskie komiksy z tamtych lat rozgrywały się w peerelowskiej rzeczywistości, pośród bloków z wielkiej płyty i w czasie zbierania przez harcerzy surowców wtórnych, wtedy właśnie "maskotki obdarzone tajemniczymi zdolnościami" mogły tę szarzyznę trochę ubarwić. Tymczasem "Hilda" dzieje się w świecie fantastycznym, kolorowym i takim estetycznie pięknym, który wizerunkowo stanowi dla mnie mix Skandynawii (przyroda, wierzenia) i Wielkiej Brytanii (architektura). Ludzie stanowią do tego świata dodatek, z pewnością nie można powiedzieć, że go sobie podporządkowali. Niby są świadomi istnienia innego świata, z drugiej strony raczej go nie rozumieją - wyrywają z ziemi gadające bulwy, łapią do klatki gadające ptaki i otaczają miasto przeciwtrollowym murem. Gdyby zamiast fantastycznych stworów postawić realnie żyjące zwierzęta to mielibyśmy typową sytuację dla człowieka-pana świata, który wszystko traktuje z buta i niszczy. Świat fantastyczny w komiksie Pearsona człowiekowi się jednak nie daje. Ba, wielokrotnie to on przejmuje inicjatywę i dopina swego! A dla dzieci jest to ważny sygnał, przekazany w atrakcyjnej baśniowo-fantasy'owej formie, że ludzie zachowują się na Ziemi jak słoń w składzie porcelany. Eko-przesłanie w "Hildzie" jest bardzo wyraźne i konstruktywne dla fabuły.




Najważniejsza w komiksie Pearsona jest jednak niebieskowłosa dziewczynka Hilda, w kreacji której pobrzmiewa wiele bohaterek dziecięcej literatury - jest ciekawska, inteligentna i empatyczna. Kiedy ją poznajemy mieszka z dala od cywilizacji, pośrodku doliny, wśród rozrzuconych po łąkach morenowych skał, wysokich górskich szczytów i lasów. Okazuje się jednak, że miejsce, w którym stoi dom Hildy i jej mamy, nie zostało zbyt dobrze wybrane. Dlatego bohaterki przenoszą się do pobliskiego miasta Trolberg, które łączy w sobie cechy mieściny i metropolii (spójrzcie na ten skyline!). Hilda nie jest początkowo zadowolona z przeprowadzki, ale szybko okazuje się, że w mieście także ma pełne ręce roboty... Dziewczynka, co istotne, nie jest bohaterką bez skazy - często działa pochopnie, nie myśli o konsekwencjach swoich poczynań, zapomina się w fantastycznym świecie przez co trudno jest jej wrócić do świata realnego, w którym ma mamę i chodzi do szkoły. Dobrze, że autor nie zrobił z niej dziecka oderwanego od rzeczywistości, że nie jest to sytuacja jak np. w "Opowieściach z Narnii", gdzie dzieci przechodzą do fantastycznego świata i tym samym odcinają się od realnego. Pearson zostawia Hildzie jej ludzki, codzienny background. To według mnie bardzo dobry pomysł.




Komiks Pearsona stworzony został przede wszystkim dla dzieci. Fabularnie jest dosyć prosty, rysunki są kolorowe, chwilami wręcz cartoonowe. Chociaż trzeba podkreślić, że albumy się między sobą różnią stopniem skomplikowania i np. "Hilda i troll" to historia fabularnie mało złożona, mało tutaj dymków, kadry są przejrzyste, ale już "Hilda i Kamienny las" jest dużo bardziej skomplikowana, co odbija się na fabule, ale też rysunkach (spójrzcie na te strony ze szczegółami). Jak każda historia fantasy "Hilda" cechuje się także tym, że w ten świat trzeba po prostu wejść, nauczyć się i wreszcie pokochać.



I teraz dochodzimy do serialu wyprodukowanego przez Netflix, który w 13 odcinkach opowiada o przychodach niebieskowłosej dziewczynki. Jeżeli wasze dzieci oglądają jakieś "Psie patrole" czy "Strażaków Samów" to wręcz powinniście im ten serial obowiązkowo puścić. Choćby dlatego, że nie jest to komputerowa animacja, ale prawdziwe rysunki. Hilda bardzo dobrze wygląda na ekranie, pojawiają się wszyscy bohaterowie znani z komiksów i jest to kreskówka o czymś, ma ona swój klimat, który potrafi naprawdę wciągnąć. Więc czytajcie i oglądajcie - warto.

Aha, chciałbym jeszcze dodać (pod kątem zbliżającego się okresu prezentowego), że Centrala pięknie wydaje Hildę i taki komiks może stać się naprawdę doskonałym podarkiem. Ale ja to bym wszystkim rozdawał komiksy, także wiecie...


/BW/

Hilda i kamienny las
tekst i rysunki: Luke Pearson
tłumaczenie: Hubert Brychczyński
Centrala 2018


Share: