środa, 12 grudnia 2018

, , ,

Nauki starego dębu


Monolog drzewa obserwującego ludzi. Konkretnie Dębu, który nad Wisłą kojarzy się dostojnie, pomnikowo-herbowo, z symbolem mądrości i władców, z bohaterem legend. Na łuk, kostur i trzonek do łopaty. Do chwały i pracy. Jednak dąb czerwony z powieści Katherine Applegate wygląda nieco inaczej (chociaż np. mądrości mu nie brakuje), a na dodatek jest w Polsce gatunkiem introdukowanym (nierodzimym, pochodzącym z innego regionu geograficznego) i uznawanym za roślinę inwazyjną. Nie ma to znaczenia dla odbioru powieści - napisałem o tym tylko dlatego, że trzy sztuki rosną pod moim blokiem a lubię wiedzieć na co patrzę codziennie przez okno. W każdym razie liście tego dębu są duże, a jesienią przybierają tak intensywne barwy, że drzewo wygląda jakby płonęło. 




Wracając jednak do książki - chyba nie trzeba nikogo przekonywać jak dobrze jest obejrzeć się czasem z innej perspektywy? Szczególnie kiedy ta perspektywa została tak pomysłowo i drobiazgowo opisana. To jest naprawdę wartościowa książka, ucząca tolerancji, pokazująca jak rodzi się mechanizm wykluczenia, jak łatwo ulegamy złudzeniom i jak łatwo zapominamy o własnej przeszłości. Wybaczam jej nawet lekko tanie, bestsellerowe zagrywki jak zdolność mówienia drzewa do ludzi (ukrywają się przed nami!) czy jednak trochę zbyt łatwy happyend. Chociaż to przecież musiało się skończyć dobrze, czyż nie? Książki powinny niekiedy nieść nadzieję, nawet mimo tego, że świat jej nieść za bardzo nie chce. 




Mamy tutaj do czynienia z przekonująco skonstruowanym światem i co istotne nie przegadanym - dowiadujemy się jak naprawdę nazywają się drzewa, ale też sroki, żaby, oposy, borsuki i skunksy. W ogóle okazuje się, że przyroda ma się organizacyjnie i komunikacyjnie bardzo dobrze, tylko ludzie nie mają do tych tajemnic i hierarchii żadnego dostępu. Niby wiemy, że to nieprawda (przecież uczyliśmy się biologii czy przyrody), że zwierzęta nie gadają i autorka nas pięknie oszukuje, a z drugiej strony zaczynamy się zastanawiać... W sumie czemu nie? Przecież quod scimus, gutta est, ignoramus mare. Na dodatek autorka uwiarygodnia swoją fikcję łącząc ją z twardymi faktami związanymi z organizmem drzewa, jak żyje, wzrasta itd. Przedstawiciele świata przyrody to jednak nie jedyni bohaterowie tej książki. Są też ludzie. Niestety i stety.




W pobliżu miejsca, w którym rośnie główny bohater znajduje się osiedle domków. Do jednego z nich wprowadza się muzułmańska rodzina z dziewczynką Samar. Ich pojawienie wywołuje w sąsiedztwie poruszenie. Są tacy, którzy ich na przedmieściu nie chcą. Przekonuje się o tym także drzewo, kiedy pewnego dnia podchodzi do niego młodzieniec ze śrubokrętem... Samar chce mieć przyjaciela, a ponieważ zwraca na nią uwagę chłopiec z sąsiedztwa, drzewo postanawia pomóc. Ma także swoje kłopoty, bo właścicielka domków, na której terenie rośnie Dąb postanawia drzewo ściąć, nie zdając sobie sprawy z tego jak istotnym jest ono elementem miejsca i jej własnej przeszłości. Wszak skądś wziął się zwyczaj wieszania na Dębie karteczek z życzeniami do spełnienia...

Wielu z was już niedługo także postawi w domu drzewko, na którym będzie wieszać ozdoby. Symbol życia, trwania, odradzania. Wielu z was będzie szukać książek ze świątecznym klimatem. "Drzewo życzeń" nie dzieje się w czasie świąt, a jednak uważam, że powinniście po tę książkę sięgnąć właśnie teraz. Sięgnąć sami i dać swoim dzieciom. Nie ma tutaj saneczek, mikołajów, choinki stojącej przy kominku i swetrów z reniferami, ale jest to, co powinno stanowić fundament "magii tych świąt" - zwrócenie uwagi na ludzi, którzy są wokół nas.

/BW/

Drzewo życzeń
tekst: Katherine Applegate
ilustracje: Sara Olszewska
tłumaczenie: Małgorzata Glasenapp
Dwie Siostry 2018


Share: