środa, 20 marca 2019

, ,

Nieokreślone sztućce ("Rodzina Sztućców I i II" tekst: Madlena Szeliga, ilustracje: Sławek Zalewski)


Dwuczęściowa saga o rodzinie Sztućców Madleny Szeligi to książka co do której mam jedną zasadniczą wątpliwość. Czytając ją z Kostkiem i Matyldą zastanawiałem się wciąż: dla kogo została napisana? Jej odbiorcami mają być dzieci, młodzież czy może dla dorośli?



Wersję, że dla dzieci potwierdza przede wszystkim szata graficzna. Sławek Zalewski interesująco przedstawia sztućcowy świat - książka dobrze wygląda rysunkowo i kolorystycznie, jej starannie wydana, strony nie są przeładowane, a jednocześnie nie wieje nudą. Trafiła mi do przekonania nawet zabawa czcionkami. Jeżeli natomiast chodzi o tekstowe tropy, po których można wnioskować, że odbiorcami są dzieci to wskazałbym elementy edukacyjne - np. Madlena Szeliga uczy, co to jest kolejność alfabetyczna, samogłoski i że używanie plastikowych sztućców nie jest dobre dla świata.


Wersję, że dla młodzieży/dorosłych potwierdzają natomiast bohaterowie i fabuły. Główną postacią jest Dziadek Nóż, którego trudno określić inaczej jak antypatycznego tyrana i złośliwca. Czy którykolwiek młody czytelnik chciałby się z nim utożsamiać? Tym bardziej że w słowach też nie przebiera np. Mamę Łyżkę nazywa grubą (czy to dobre słowo w książce dla dzieci?). W innym miejscu Łyżeczka zostaje określona jako mało pojętna - nie mówi tego wprawdzie Dziadek, ale trudno nazwać to właściwym podejściem w literaturze dla dzieci... Właśnie: Mama Łyżka, Tata Widelec, Synek Widelczyk i Córka Łyżeczka stanowią w "Rodzinie Sztućców" tło. Nie posiadają indywidualnych cech, takich które sprawiają że ich pamiętamy. Wydaje mi się, że z racji "targetowania" tej książki na odbiorców dziecięcych, trochę więcej miejsca powinni dostać Widelczyk i Łyżeczka. Tymczasem dostali po jednej opowieści - o wycieczce i o spaghetti (a na dobrą sprawę wcale w nich nie występują)... 


Wreszcie - same historie. Trudno mi uwierzyć, że do dzieci dotrą opowieści o tym jak Dziadek Nóż szuka sobie żony albo Tata Widelec zastanawia się jak uczcić rocznicę małżeństwa, bo inaczej żona się obrazi. Jestem sobie to w stanie wyobrazić jako drugoplanowe wydarzenia w powieści dla młodzieży, ale jakoś mi nie pasuje do dużoformatowej, kolorowej książki obrazkowej. 

Po przeczytaniu "Horroru" rozumiem, że Madlena Szeliga tworzy trochę inną literaturę dla dzieci od tej, do której się przyzwyczailiśmy. "Horror" stanowi jednak celową grę konwencją, jest tekstowo i graficznie rodzajem eksperymentu. W przypadku "Rodziny Sztućców" rozdźwięk treści i formy wydaje mi się trochę zbyt duży.

/BW/
Share:

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Chcesz coś dodać? Śmiało!