niedziela, 3 listopada 2019

, ,

Krzepiące narzekanie ("Pracownia Aurory", tekst: Roksana Jędrzejewska-Wróbel, ilustracje: Jona Jung, Wydawnictwo Bajka 2019)


Mam wrażenie, że Roksana Jędrzejewska-Wróbel w swoich ostatnich książkach postanowiła przetłumaczyć na język baśni palące problemy polskiej współczesności. W napisanym w zeszłym roku "Jeleniu", tytułowy bohater nie mógł wytrzymać w betonowym, chaotycznym mieście wyjętym z koszmarnego snu Le Corbusiera i trochę przez przypadek odkrywał własną naturę. W podobnym (nazwijmy go wyzywająco interwencyjnym) kierunku zmierza najnowsza książka pióra autorki "Gęboluda" zatytułowana "Pracownia Aurory", która jest tym razem refleksją nad konsumpcjonizmem. 


Ale podobnie jak "Jeleń" nie był tylko dystopijną wizją świata (chociaż patrząc na dzisiejszą dziką urbanizację w Polsce wcale nie taką dystopijną...), ale niósł też wskazówkę jak z opresyjną przestrzenią sobie radzić, tak "Pracownia Aurory" nie jest tylko narzekactwem, że kiedyś było lepiej. Podaje czytelną receptę na pułapki zastawiane przez świat jednorazowych produktów - są to prawdziwe uczucia, uczucia przynależne ludziom z krwi i kości, a nie wirtualne ich odpowiedniki oglądane na ekranach smartfonów. Nie jest to nic odkrywczego, pewnie brzmi to w waszych  uszach niczym sztampa sztamp - a jednak po raz kolejny okazuje się, że wszystko zależy od realizacji. Bo historia Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel działa - na emocje, ale uwodzi też prostotą formy. Nie będę zdradzał czym trudni się Aurora i co naprawia w swoim zakładzie. Powiem tylko, że historia jawiąca się na początku jako narzekanie na dzisiejszy świat, przeradza się w krzepiącą opowieść o człowieczeństwie.



Warto zaznaczyć, że tłem dla tej fabuły jest miasto. Cieszy mnie, że celne refleksje nad przestrzeniami naszych miast coraz częściej pojawiają się w literaturze dla młodych czytelników. W "Pracowni Aurory" obserwujemy zmierzch świata rzemieślników. Ich zakłady znikają z miejskiej uliczki, zastępowane przez miejsca bez charakteru jak banki czy fast foody. Czytając "Pracownie Aurory" przypomniałem sobie dawny prozo-wiersz Lucyny Krzemienieckiej "O Jasiu Kapeluszniku", którego jestem wielki fanem od lat. W tamtym dawnym utworze tytułowy Jaś założył w miasteczku rzemieślniczy zakład wyrobu kapeluszy. A dzięki temu, że jego klientem został sam Księżyc, chłopak zdobył w miasteczku renomę dobrego fachowca, a jego interes zaczął rozwijać się coraz lepiej. To był bardzo pozytywny tekst, pełen nadziei i magii. Roksana Jędrzejewska-Wróbel pokazuje smutny zmierzch rzemieślniczego etosu, zmierzch świata utworu Krzemienieckiej. Bardzo dobrze, że Nadzieja w tej opowieści jednak się pojawia. I tak, z wielkiej litery.

/BW/

 

Share:

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

Chcesz coś dodać? Śmiało!