sobota, 10 września 2016

Od wszawicy do szczepionki („Cholera i inne choroby” tekst: Łukasz Kaniewski, ilustracje: Karolina Kotowska)




Oto książka z wyraźnymi różowymi akcentami na okładce, która nie traktuje o lalkach Barbie czy kucykach Pony. Ba, traktuje o sprawach bardzo poważnych, a na dodatek często spychanych sprzed dziecięcych oczu – te sprawy to choroby i śmierć. Łukasz Kaniewski, (tworzył kiedyś ciekawe czasopismo dla dzieci „Czarodziejska kura”) w swojej książce „Cholera i inne choroby” (Poradnia K) zawarł przegląd najbardziej znanych chorób. Wiem jak to brzmi. Przegląd chorób. Jednak nie są to żadne wypisy encyklopedii, gdzie pełno trudnych słów i nobliwej łaciny.



Teksty zostały przez Kaniewskiego napisane ze swadą, lekko, językiem prostym, bezpośrednim, odwołującym się do doświadczenia młodych czytelników (np. „Rana”). Bezkompromisowość – to dobre słowo na określenie tego pisania, jest w tych tekstach szczerość, nierzadko połączona z humorem, który jednak nie przekracza granic przyzwoitości.
Dobrze się to czyta, a mój Kostek słucha bardzo uważnie. Bywa, że się śmieje (szczególnie przy pewnym fragmencie w tekście o próchnicy…). Jak dla mnie jest to duży sukces autora. Przecież kolejne rozdziały mają tutaj tytuły: wszawica, tasiemiec, ospa wietrzna, padaczka, zawał, nowotwór, próchnica. Zwykle te słowa nie kojarzą się z niczym przyjemnym, a już na pewno nie z czymś o czym chce się czytać dzieciom przed snem. Kaniewski jednak znalazł sposób. To dobrze, bo przecież takich książek za wiele nie ma… 




Pamiętam (dziś już prawie dziesięcioletnie) książeczki z Multico „Inwazja wirusów” (2007) i „Wielki napad” (2008) Anny Zgierun z komiksowymi, popartowymi ilustracjami Anny Niemierko,. Przy czym sam tekst był tam dosyć skomplikowany, pokazujący organizm jako państwo policyjne (trochę jak w dawnym serialu „Było sobie życie”), gdzie bakterie chcą dostać się do wnętrza w przebraniu.




Choroby u Kaniewskiego opisane zostały w niedługich opowiadaniach, a każde z nich autor poprzedził krótkim wierszykiem. Poetyka tych rymowanych (choć nie zawsze!) wstępniaków kojarzy mi się z śmieszno-straszną, barokową poezją księdza Józefa Baki. Oczywiście trudno je porównywać jeden do jednego, ale posłuchajmy:

Czarne jest czarne i białe jest czarne
Wszystko jest marne i pachnie nieładnie
Smutno jest na dnie („Depresja”)

Ludzka wesz – ludzka rzecz
To się wie!
Każdy może załapać wszy
No, chyba że łysy
Łysy nie („Wszawica”)




Różny jest nastrój tych wierszyków, raz są bardziej zabawne, to znów mroczne, niektórych nie sposób zrozumieć bez przeczytania opowiadania (patrz: „Zawał”).
Uzupełnieniem dla opowiadania i wierszyka w przypadku każdej choroby są ilustracje Karoliny Kotowskiej. Są to proste obrazki (ich stylistyka kojarzy się trochę z paintem), ale doskonale tutaj pasują ponieważ nie są dosłowne i dokładne - niekiedy nawet metaforyczne (patrz ilustracja powyżej). Fizjologiczną dokładność rzeczywiście lepiej zostawić do medycznych atlasów, dzieciom wystarcza sugestia.

A więc tak: temat był trudny, wyzwanie zrobienia o nim książki jeszcze większe, a jednak, panie i panowie, udało się. A nawet jak to mawiał profesor Wiktor Kuppelweiser: „udało się jak cholera”.

/BW/

Share: