poniedziałek, 13 lutego 2017

Czy architekt ma interesujący zawód? („Ignaś Kitek, architekt” tekst: Andrea Beaty, ilustracje: David Roberts)


Bardzo mnie cieszy, że w Polsce pojawia się coraz więcej tłumaczeń książek dla dzieci dotyczących pracy architekta i architektury. Miło też słyszeć, że gdzieś tam, w świecie, pozycje te mają status bestsellerów. „Ignaś Kitek, architekt” (w tytule jest rym, podobnie zresztą jak w wersji angielskiej) to książka, która odnosi się do specyfiki zawodu i pokazuje, w wersji mini, z jakimi wyzwaniami musi mierzyć się na co dzień architekt (podobnie było w wydanym u nas niedawno „Młodym Franku, architekcie” Franka Vivy). 


Z zainteresowaniem przyglądam się w jaki sposób o pracy architekta opowiadają książeczki dla dzieci. Te polskie i te tłumaczone. I przyznaję, że nie trafiłem jeszcze na fabularną historię stworzoną przez rodzimych autorów, dotyczącą stricte tego zawodu (przy całym szacunku dla twórców zarówno „Pan Tom buduje dom” Themersonów jak i „Dom” Wiery Badalskiej nie do końca o tym traktują). Owszem pojawiały się nowsze próby, nazwijmy je instytucjonalnymi, opisania tej profesji, ale przeważnie brnęły w łopatologiczną dydaktykę (np. „Dydko i architektura” Beaty Ostrowickiej wydane przez MKiDN w 2013 roku). Cel edukacyjny wysuwał się tutaj na plan pierwszy, natomiast historia była tylko mało istotnym tłem. Tymczasem chcąc zainteresować dzieci jakimś zagadnieniem w książeczce skierowanej do nich, nie należałoby najpierw zapewnić im trochę rozrywki i zabawy? Czy naprawdę trzeba od razu zapoznawać je z terminologią branżową? Czy nie warto dać im bohatera, trochę podobnego do nich, z którym będą mogły się utożsamiać? Dydko to postać fantastyczna wyjęta ze słowiańskiego folkloru, raczej nie mógłby chodzić z waszym dzieckiem do przedszkola czy szkoły. Tymczasem Ignacy Kitek, jak najbardziej, mógłby. No i Kitek coś robi, działa, a Dydko jest tylko biernym obserwatorem. Takie dwie subtelne, niby niewielkie, ale jednak wiążące, różnice. Amen.



Słów kilka o treści. Ignacy Kitek to chłopiec, który od pierwszych miesięcy życia wykazywał wielkie zainteresowanie projektowaniem i tworzeniem różnych konstrukcji (odkładam na bok dywagacje co może w Polsce projektować architekt). Obserwujemy jego poczynania od momentu kiedy jeszcze nosi pieluchy i to z nich właśnie (zużytych) tworzy swoją pierwszą wieżę. Potem pojawiają się kolejne budowle wykonywane z dostępnych chłopcu materiałów – sfinks z piasku czy łuk z naleśników.

Jednak czysta radość tworzenia zostaje ujęta w karby instytucji, bo oto Ignaś idzie do szkoły, gdzie trafia na nauczycielkę wyjątkowo przeciwną wysokiej (w sensie horyzontalnym) architekturze. Jest to więc obrazowe pokazanie momentu, w którym marzenia zderzają się z rzeczywistością. Zwróćcie uwagę, że Ignaś tworzy tylko duże, charakterystyczne obiekty – jeszcze nie wie, że takowe projektują wybrani, a chlebem powszednim architekta (nie tylko nad Wisłą) nie nazywającego się Frank Gehry są domy jednorodzinne i przebudowy. Wszak "romantyzm budów", budów wielkich, imponujących i w ogóle "wow" to także element zachęty dla dzieci do zostania w przyszłości architektami...
 
Wracając jednak do rzeczy - pani Alinka (przeciwna pasji Ignasia nauczycielka) miała kiedyś przykrą przygodę związaną z wysokościowcem. Jej postać także jest tutaj ważna, może nie pod kątem architektury, ale świadomości dla czytającego dziecka, że a) dorośli też byli dziećmi i b) dorośli mogą zmienić swoje podejście, poglądy i zwyczaje i wreszcie c) inni mogą mieć powody do tego, żeby nie zachwycać się kreatywnością waszego dziecka. Wiele jest powodów tego, że ktoś nas w czymś blokuje. I niekiedy mogą to być istotne powody.



Autorka za pomocą nieoczywistych rymów (nawet średniówkowych!) opowiada nam historyjkę w rytmie powolnej piosenki, wersy wyrażone czcionką DIN nawet falują, płyną jak dźwięki lub woda pod rozwalonym mostkiem. Trzeba to kilkakrotnie przeczytać, aby poczuć tę frazę, wkręcić się w to rymowanie. Nie widziałem oryginału, ale tłumaczenie Łukasza Witczaka brzmi ciekawie.

Wydaje mi się, że książeczka ta stanowi udaną odpowiedź na pytanie: jak zainteresować kilkulatka zawodem architekta? Czy należy mu dokładnie opisywać czym się zajmuje architekt, czym urbanista, a czym konstruktor? Wyjaśniać co to jest rzut czy bryła? Streszczać historię architektury od starożytności do współczesności? Oczywiście można to robić, ale przede wszystkim wypadałoby chyba opowiedzieć jakąś prostą i zrozumiałą historię, w której główny akcent postawiony zostanie na coś atrakcyjnego dla dziecka. W "Ignasiu Kitku, architekcie" tak się właśnie dzieje. Pokazuje się, że można zbudować kościół z jabłek. Albo zostać na chwilę bohaterem i uratować całą klasę.

Książka „Ignaś Kitek, architekt” to również pozycja inaugurująca nowe Wydawnictwo Kinderkulka, które fajnie przemyślało swój debiut prosząc o eksperckie recenzje m.in. osoby związane z architekturą i edukowaniem o niej. Szczególnie cieszę się, że zapytano o opinię praktyków takich jak architekt Natalia Paszkowska czy Anna Stępniewska (przy okazji przypominam, że napisała ona świetny, i nieznany szerzej, zeszyt ćwiczeń ułatwiający najmłodszym kontakt z architekturą pt. „Ucieknij z pudełka. Osobisty przewodnik po nowoczesnej architekturze Gdyni”).

Jeżeli jednak żaden z powyższych argumentów nie przemawia do was, aby zaprezentować tę książkę swoim dzieciom to nadmienię, że warte uwagi są ilustracje Davida Robertsa, który szczególnie udatnie przedstawia ludzi (każdy uczeń z klasy Ignacego jest inny!), nie rozprasza milionem szczegółów i chętnie stosuje białe tło. Dzięki temu chociaż ilustracje trudno nazwać minimalistycznymi, to panuje na nich formalny porządek.

A zatem: poleca się.

/BW/


2 komentarze:

  1. My mamy tylko w oryginale i bardzo trudno się czyta (tzn. na bieżąco tłumaczy). Cieszę się, że ukazała się wersja polska. Franek bardzo lubił też książkę o trzech świnkach architektach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że tę trudność tłumaczenia widać trochę w polskiej wersji... Napiszę tak: płynnie się tego nie czyta.

      Książka o trzech świnkach architektach - nie znamy tego! Jaki ma tytuł?

      Usuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...