piątek, 15 września 2017

Padawani wracają do szkoły („Akademia Jedi. Nowa klasa” tekst i rysunki: Jarrett J. Krosoczka)


Kilka tygodni temu pisałem na blogu o komiksie Jeffreya Browna „Akademia Jedi”. Autor narysował trzy części AJ (czyli można powiedzieć, że ukończył swoją własną, klasyczną trylogię) po czym odleciał w inne rejony Galaktyki i mam nadzieję, zobaczę go jeszcze w innej, nie „starłorsowej” odsłonie. Rynek jednak nie znosi próżni i oto pojawiła się kontynuacja interesującej serii Browna, sygnowana przez Jarretta J. Krosoczkę. Czy „Nowa klasa” (Wydawnictwo Ameet) jest tym dla trylogii Browna, czym było „Mroczne Widmo” dla klasycznej trylogii SW – a więc nie najlepszej jakości naśladownictwem? Na szczęście nie jest.


Akcja toczy się w znanej nam tytułowej szkole, w której dalej uczy długowieczny mistrz Yoda. Jednak oprócz zielonego, pomarszczonego mędrca reszta bohaterów została zupełnie wymieniona (chociaż kilku nauczycieli można było ocalić...). Wiem, że Krosoczka chciał opowiedzieć tę historię po swojemu, ale jest to trochę wyważanie otwartych drzwi...

Główny bohater tym razem nazywa się Victor Starspeeder. Chłopiec zostaje wybrany ze względu na „wrodzoną umiejętność władania mocą” i trafia do szkoły, gdzie uczęszcza już jego siostra Christina (na terenie akademii udaje, że nie zna brata). Na miejscu od razu nawiązuje znajomość ze starszym od niego Zachem (wyglądającym jak wzorowy rycerz Jedi) i nabiera podejrzeń wobec kolegi z klasy Artemisa (zakapturzonego niczym podejrzany Sith). Victorowi wpada też w oko Maya, dziewczyna która jak na złość, nie zwraca na niego uwagi...



Znowu dostajemy zatem historię osadzoną w szkolnych realiach, ubraną w kostium Star Wars – i tutaj Krosoczka wiernie podąża drogą Browna. Podąża nią także tworząc elementy dodatkowe – strony z pamiętnika, plany lekcji, strony z „Obserwatora Padawańskiego”, krótkie komiksy nawiązujące do Fistaszków. Jednak zestawiając szkolne przygody Victora ze szkolnymi przygodami Roana uwidaczniają się różnice decydujące o tym, że mamy do czynienia z dwoma nieco innymi propozycjami. 



Krosoczka postawił przede wszystkim na narrację komiksową. Dodatkowych wtrąceń jest wyraźnie mniej niż u Browna, przez co „Nowej klasie” bliżej do klasycznej historii obrazkowej. Druga sprawa to fabuła komiksu, w której Krosoczka przedstawił historię bardziej zwartą i wyrazistą. Akurat to nie za bardzo przypadło mi do gustu, gdyż fabularny kalejdoskop Browna, który starał się nie wpadać w moralizatorskie tony, twórca „Nowej klasy” zastąpił standardową opowieścią rodem ze szkolnej ławy okraszoną może trochę zbyt czytelnym morałem, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Ucierpieli też na tym bohaterowie – ci z komiksów Browna są dla mnie ciekawsi, lepiej przedstawieni – jednak należy pamiętać, że to dopiero pierwszy tom. A dla przeciwwagi wyznam, że podoba mi się promowanie w tym komiksie czytania papierowych książek (patrz ujęcia powyżej:). Nie jestem niestety miłośnikiem kreski Krosoczki – jego rysunki wydają się zbyt uproszczone. I Brown był zdecydowanie lepszy w ukrywaniu smakowitych szczegółów i detali dla trochę starszych fanów SW. Te drobne wątpliwości nie powinny jednak przesłonić faktu, że to udana kontynuacja serii. A w kolejnych tomach (o ile powstaną) rysownik pewnie bardziej rozwinie skrzydła. 

Zatem jeżeli wasze dziecko fascynuje się Star Wars, a wy nie wiecie jak fascynację tę rozwinąć i nie chcecie jednocześnie ugrzęznąć w jakichś „starłorsowych” popłuczynach, których pełno na rynku to śmiało sięgajcie zarówno po Browna, jak i Krosoczkę. A moc lektury analogowej, tradycyjnie niech będzie z wami!

/BW/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...