środa, 18 kwietnia 2018

, ,

Dojrzewanie z widelcem w brzuchu


Lubicie książki o królikach? Królik Piotruś, te sprawy? W takim razie nie powinniście sięgać po książkę Anny Höglund. No chyba, że bardziej odpowiadają wam króliki w stylu tego z filmu „Donnie Darko” (2001). „O tym można rozmawiać tylko z królikami” stanowi bowiem monolog 13-letniego chłopca, który częściowo retrospektywnie, a częściowo „na żywo” opowiada o swoim życiu, które jawi mu się jako pasmo traum, porażek i lęków. Pojawiają się w tych opowieściach rodzice, dziadek i rówieśnicy. Są znane, codziennie odwiedzane miejsca i wnętrza. Narrator opisuje jednak przede wszystkim doświadczenia w kontaktach z ludźmi i światem (przykładowo: „Są dni, kiedy w brzuch mam wbity widelec, który obraca się i nawija moje wnętrzności jak spaghetti”). Powiedzieć, że są one (te kontakty) niezbyt udane to nic nie powiedzieć. Chłopiec jest niepopularny wśród rówieśników, w towarzystwie zwykle ośmiesza się drętwym tekstem, ma problemy z cerą i przede wszystkim lubi spędzać czas w samotności. Wygląd królika, który przybiera uwypukla jego wyobcowanie i stanowi projekcję nienajlepszych wyobrażeń o sobie. Ale decyduje też w głównej mierze o efekcie, sile oddziaływania tej książki. Gdyby na ilustracjach był „zwykły” chłopiec byłaby to gorsza książka. Może nawet trochę pretensjonalna.



Tekstem raczy nas autorka oszczędnie, co według mnie upodabnia to wydawnictwo do tomiku egzystencjalistycznych wierszy albo egzystencjalistycznego poematu. Kiedyś czytało się Baudelaire’a czy Goethego, dzisiaj można sięgnąć po picture booka Anny Höglund. Czemu nie? Gdyby zamiast Zakamarków, książkę tę wydała jakaś oficyna specjalizująca się w poezji (choćby Biuro Literackie) to z pewnością niejeden fan smutku, melancholii i wyobcowania w rozciągniętym swetrze znalazłby na stronach wspaniałą pożywkę dla swoich rozmyślań. Właściwie to mógłby ktoś zrobić eksperyment na poetyckim evencie i podrzucić „O tym można rozmawiać tylko z królikami” na stół ze sprzedawanymi tomikami – jestem przekonany, że pozycja ta miałaby branie nie mniejsze niż liryki Wojaczka.



Tekst uzupełniają ilustracje i są one równie ważne co słowa. Ileż tam można dostrzec, wypatrzeć na tych ilustracjach! Odpowiadać sobie jak korespondują one z tekstem, jak rozwijają myśli w nim zawarte. Zwracam uwagę przede wszystkim na to jak członkowie rodziny chłopca ujawniają w swoim wyglądzie królicze cechy. Do tego dochodzi mroczny, żeby nie rzec lynchowski klimat tych obrazków. Jeden przykład: chłopak odbiera starodawny telefon przy jakiejś masywnej toaletce, postawionej na tle różowej ściany. Na toaletce stoją dwie lampy z abażurami, pod nią kwiatek w doniczce, a między lampami wisi tremo. To jest prawie gotowy kadr z „Twin Peaks”. Klimat zmienia się w zasadzie tylko dwa razy: na jednej z ilustracji widać bawiące się króliki, mamę i dziecko na kwiecistej łące (to sen) a na kończącej książkę bohater dociera do lasu by wygłosić kilka myśli (dosyć banalnych w sumie) o zespoleniu z naturą. Mamy więc i nieśmiały happyend.


Książkę tę należy przeczytać co najmniej kilkakrotnie. Za pierwszym razem wiele umyka. Nie wiem też czy zasadne jest przypisywanie emocji narratora każdemu 13-latkowi... W mojej opinii Anna Höglund przedstawia tutaj przede wszystkim historię indywidualną. Część z tych emocji z pewnością można określić mianem uniwersalnych, ale wiele jest tutaj tropów i słów, które pozwalają traktować opowieść jednostkowo.

A podsumowując jest to piękna książka i bardzo się cieszę, że mamy możliwość ją w Polsce poznawać.

/BW/


O tym można rozmawiać tylko z królikami
Tekst i ilustracje: Anna Höglund
Zakamarki 2018


Jeżeli kupisz opisywaną książkę (lub inną) za pośrednictwem poniższych linków afiliacyjnych to ja otrzymam z tego niewielki procent. Pieniądze pomagają mi utrzymywać tę domenę. Dziękuję!


Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!