poniedziałek, 9 kwietnia 2018

, , , ,

„Ostalgia” dla dzieci?


Pewnie wiecie co to takiego „ostalgia”? Termin powstał w Niemczech i oznacza tęsknotę za życiem w państwie komunistycznym, a dokładniej za pozytywnymi obliczami tamtego życia, co sprowadza się zwykle do wychwalania/wspominania kultury, motoryzacji czy świadczeń socjalnych. 



Aż się zatem prosi, żeby książkę „Ogóras. Ale jazda!” Elizy Piotrowskiej (swoją drogą chyba już pora zakazać używania w tytule książek o samochodach słów „ale”, „jazda” i „auta”) określić mianem pierwszej „ostalgicznej” historii skierowanej do młodych czytelników? Obserwujemy ostatnio w „segmencie dziecięcym” prawdziwy boom na peerelowską motoryzację – gazetki z klockami, z których można złożyć syrenkę czy malucha, resoraki w różnych rozmiarach i wreszcie dawne samochody jako bohaterowie książek (pierwsze dwa z brzegu znane mi przykłady to „Opowiem ci mamo co robią auta” Nowickiego i Brykczyńskiego czy „Ale auta!” Leśniewskiego i Szymanowicza).



Książka Elizy Piotrowskiej to jednak krok dalej – pierwszej pozycja, którą można określić mianem beletrystycznej. Głównym bohaterem jest autobus Jelcz, zwany kiedyś powszechnie ogórkiem, tutaj noszący imię Ogóras. Ten zachowany w dobrym stanie samochód cechuje się dużą inteligencją (potrafi czytać!) przez co zdobywa wśród innych aut pozycję mentora. Na co dzień jest autobusem wycieczkowym pana Tomka, uwielbianym przez jego syna Jasia. Ogóras wciąż wzdycha do syrenki Stokrotki, z którą rozdzielono go w młodości (wywieziono ją na wieś!). Ważną postacią jest tutaj jeszcze pani Lena, przewodniczka, która rozumie mowę samochodów. Niespodziewanie pojawia się szansa, że Ogóras spotka dawną miłość, bo lokalne muzeum organizuje wystawę peerelowskich samochodów. Czy jednak Stokrotka nie zardzewiała w jakiejś stodole?


Tekst został podzielony na różnej długości rozdziały, z których każdy ma swój tytuł. Czyta się to całkiem sympatycznie. Na przykład zabawne są kłótnie i wzajemne docinki samochodów. Fabularnie jest to z jednej strony realistyczna historia o ludziach, z drugiej zupełnie fantastyczna opowieść o rozumnych samochodach, które czytają książki a nawet są w stanie zorganizować imprezę i tańczyć na niej. I między tymi dwoma światami pojawiają się chwilami trudne do wytłumaczenia rozdźwięki np. skąd pani Lena zna mowę samochodów? Albo jak te samochody czytają książki? Na ilustracjach mają wprawdzie oczy, ale jak te książki trzymają i przewracają strony? Oczywiście są to szczegóły, na które jedni zwrócą uwagę, a inni wcale ich nie zauważą. Dla mnie byłoby lepiej gdyby realizm albo fantastyka wzięły górę, bo chwilami miałem wrażenie jakby autorka starała się stworzyć książkę, w której musi pojawić się określona liczba motywów i elementów będących w stanie zadowolić jak najszerszy krąg czytelników (np. wielbicieli filmów „Auta”, jak również tych lubiących czytać opowiadania o dzieciach i ich relacjach). Do czytania młodym miłośnikom aut „Ogórasa” jednak polecam, także ze względu na minimalistyczne ilustracje Joanny Gębal, która ciekawie oddaje kształty retro samochodów i nie daje się ponieść tendencji do prezentowaniu na karoseriach tęczowej feerii kolorów.

/BW/

Ogóras. Ale jazda!
tekst: Eliza Piotrowska
ilustracje: Joanna Gebal
Wilga 2018




Jeżeli kupisz opisywaną książkę (lub inną) za pośrednictwem poniższych linków afiliacyjnych to ja otrzymam z tego niewielki procent. Pieniądze pomagają mi utrzymywać tę domenę. Dziękuję!
 
Share:

2 komentarze:

  1. Jestem w temacie. Wczoraj skończyłam pisać rymsową recenzję "Ogórasa". Nie powiem, że było łatwo... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście sporo tych ostalgicznych wydawnictw i to nie tylko u nas. Ba, nawet w ostatnio oglądanym na Netfliksie, niemieckim serialu "Dark" spora część akcji rozgrywa się u schyłku lat 80tych XX wieku. Że o "Good Bye Lenin" nie wspomnę. O!, wspomniałem :P

    OdpowiedzUsuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!