czwartek, 14 czerwca 2018

, ,

Dłoń na gorącym kaloryferze



Długo się zbierałem, żeby napisać o tej książce. No właśnie: książce czy komiksie? A może picture booku? Czy wręcz: efekcie socjologicznych badań przedstawionych w rozbuchanej graficznie formie? Trudno to wydawnictwo skategoryzować. I wcale nie mówię, że to jego minus. Przeglądałem, poczytywałem, wpadało mi coś do głowy, a potem z niej wypadało. Raz mnie to za bardzo nie obchodziło, innym razem potrafiłem się zastanawiać z godzinę, wracać do dzieciństwa, szukać we wspomnieniach. I oto nadszedł czas, że postanowiłem napisać o „Moi rodzice nie są tak naprawdę moi”. Tytuł zwraca uwagę to pewne.


Warto chyba na początku napisać, że książka stanowi efekt projektu artystycznego. Przez wiele lat z przerwami realizowali go Rachel Karafistan (scenariusz) i Kamil Macejko (ilustracje). Na czym ten projekt polegał? Najpierw podejdę do sprawy naukowo i zacytuję fragment wstępu, bo też można tę książkę traktować jak pracę naukową (albo raczej popularnonaukową).

A we wstępie czytamy m.in.:

W dzieciństwie wyrabiamy sobie pewne przekonania, usiłujemy ogarnąć rozumem rzeczy, które przekraczają nasze pojęcie i które dorośli przed nami ukrywają. (...) Ta książka przedstawia niektóre z tych wczesnych wyobrażeń, które powstały w dzieciństwie i zachowały się jako wspomnienia w wieku dojrzałym. (...) Nawet będąc już dorośli, mimo całego bogactwa dostępnych za dotknięciem ręki informacji, nadal ograniczamy swoje doświadczenia w życiu i w Internecie, i nadal formułujemy fałszywe opinie. Te opinie stają się potem preferencjami politycznymi i przekładają się na działanie naszych społeczności oraz kultur. To rodzice powodują często te przekonania, chcą zniechęcić do niestosownych zachowań, dziecko przejmuje kontrolę przez mitologizację,(...)”.


Cóż – twierdzenie, że wyobrażenia powstałe w dzieciństwie mają pływ na nasze preferencje polityczne jest dosyć odważne (tak samo jak to, że mają wpływ na działanie naszych społeczności) – ale to tylko twierdzenie, bo dowodów w tej książce nie znajdziecie żadnych.

I teraz już wiecie o czym to jest? Nadal nie? Dobra napiszę wprost: autorzy zebrali w tym wydawnictwie formuły magiczne z dzieciństwa, za pomocą których dzieci z Europy (nie tylko z Polski, bo to projekt internacjonalny) chciały zmieniać rzeczywistość. Na przykład:


Jeśli połkniesz pestkę owocu, w brzuchu wyrośnie ci drzewo i umrzesz.

Zawsze dojadaj posiłek do końca. Pamiętaj, że każdy posiłek to rodzina. Nie mają ochoty się rozdzielać tylko dlatego, że nie masz apetytu.

Jeśli wytrzymam przez dwie minuty z ręką na gorącym kaloryferze, mama będzie żyć jeszcze jeden dzień.


To są tylko trzy z zebranych w książce. Ale nie ma ich dużo, dużo więcej. Wybór jest w sumie bardzo skromny, ale za to każdy tekst został opracowany na wielkoformatowej rozkładówce przy wykorzystaniu innego motywu, fontu i koloru, przy zachowaniu jednak pewnej ilustracyjnej spójności. 




Wszystkie teksty w książce zostały zapisane w trzech językach. Dlatego niekiedy bardzo trudno się to czyta – a nierzadko mamy do czynienia z jednym zdaniem! Pomieszanie słów w różnych językach, wielkości fontów, różne kierunki pisania, często dzielenie zdań na kilka części. Czytanie tych zaklęć bywa żmudnym poszukiwaniem, jakby ich lektura miała stanowić element tajemnicy. W sumie, czemu nie? Jest tu całkiem sporo przekonań związanych z religią i w nich szczególnie widać nieskrępowaną dziecięcą odwagę do mówienia wprost. Na przykład: „Strasznie mnie denerwuje, że ze swojego miejsca w kościele ciągle tylko słyszę Boga. Nie mogę się doczekać, aż urosnę i w końcu zobaczę, jak wygląda”.

Jednak forma graficzna, dobór tekstów czy trochę mało wiarygodne twierdzenia we wstępie to wszystko jakoś definiuje to wydawnictwo. Pasuje do siebie. Przede wszystkim jednak zastanawiałem się nad własnymi doświadczeniami ze stosowaniem/wiarą w takie formuły. I niestety nie pamiętam, żebym miał kontakt z aż tak dokładnymi i drobiazgowymi rytuałami czy przekonaniami. Owszem elementy były jak najbardziej, ale bardziej otwarte, mniej sprecyzowane, coś w stylu jeśli trafię kamieniem w tamto drzewo to stanie się coś tam, albo jeśli na dachu siądą trzy ptaki to podniosę się z ławki. Takich pomysłów było pełno, ale np. nie przypominam sobie, żebym wierzył że kobiety zachodzą w ciążę, bo Bóg dosypuje im nasion do kawy. Nie załapałem się na wspólnotowe doznawanie takich doświadczeń.

I dlatego uważam, że książka ta jest niezwykle ciekawa i z pewnością wiele mówi o jakichś ludziach, ich wierzeniach i środowiskach, w których wzrastali. Piszę „jakichś”, bo niestety nie znajdziemy tutaj rozgraniczenia, która formuła powstała w jakim kraju lub kręgu kulturowym. Mogłoby to stanowić wartościowy appendix. Trochę jest z tą książką jak z kapiącym kranem – jednych będzie drażnić, innych inspirować. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy.

/BW/

Moi rodzice nie są tak naprawdę moi 
scenariusz: Rachel Karafistan
ilustracje: Kamil Macejko
Centrala
Share: