czwartek, 4 lipca 2013

Czerwona Strzała vs. Biała Błyskawica ("Jak Wojtek został strażakiem" Czesław Janczarski)


Czytając Kostkowi, sam wracam do historii, postaci, ilustracji, rymów, nawet zdań z dzieciństwa. Uświadamiam sobie, że leżały zagrzebane gdzieś w pamięci, pod stosami kulturowych śmieci i diamentów (eh tutaj dopiero przydałaby się ustawa śmieciowa, żeby to wszystko posegregować...). I dlatego chciałbym, aby tego bloga śledzili nie tylko ci, którzy zastanawiają się, co przeczytać dziecku, ale również chcący przypomnieć sobie pierwsze książkowe przygody. Oczywiście, mogę sobie chcieć.

Zastanawiałem się, którą książkę wziąć na pierwszy ogień. I kiedy napisałem to zdanie zrozumiałem, że wybór może być tylko jeden. Tym bardziej, że jest to obecnie pierwsze miejsce kostkowej listy przebojów. Mówię o „Jak Wojtek został strażakiem” Czesława Janczarskiego z ilustracjami Bohdana Bocianowskiego.

Pierwsza strona okładki wydania z 1979 roku, rys. Bohdan Bocianowski
                           

Janczarski przed wojną był poetą, sławił piękno przyrody i uroki życia na wsi. Pisaniem dla dzieci zajął się po wojnie. Wtedy założył „Misia” (miesięcznik), wymyślił Misia (Uszatka) i napisał Wojtka. Napisał w roku 1950, a więc kiedy rozpoczynała się stalinowska noc. Ja czytam Kostkowi wydanie XIII z 1979 roku. Nie wiem czy w pierwszym wydaniu były jakieś zwrotki chwalące generalissimusa, wskazujące na przewodnią rolę partii albo chociaż zachwalające uroki spółdzielni rolniczych. Mogły być. Takich sytuacji było wtedy mnóstwo. W wydaniu z 1979 roku jednak takowych zwrotek nie ma. Za to czyta się to dziecku wyśmienicie.

Porady dla czytających pierwszy raz
Warto zwrócić uwagę, że historia Wojtka:
- dzieje się na wsi Kozie Różki jeszcze przed epoką ucieczek do miasta (najpierw do pracy w Nowej Hucie, potem w korporacji) dlatego wszystko tam tętni gwarem i słychać terkot trzech żniwiarek, nie jest to więc żadna demoniczna, wyludniona i patologiczna wieś jakich wiele ostatnio w polskim kinie tudzież literaturze,
- dzieje się w epoce tzw. „zimnego chowu”, kiedy zostawiało się dziecko w kołysce i szło w pole pracować przy żniwach a małemu Wojtkowi pozwalało się chodzić na zabawę w remizie,
- dzieje się w świecie, w którym nie ma kobiet (żadne nie występują jako bohaterki – no dobra jest kilka partnerek strażaków do tańca), kobiety pojawiające się na obrazkach obowiązkowo noszą chusty na głowach, chyba że tańczą, wtedy w powietrzu wirują obowiązkowo warkocze,
- dzieje się to w czasach, kiedy istniał fach kowala, nie stosowano piorunochronów, układano na dachu strzechę a rozrywką starszyzny było patrzenie z bliska na tańce.
O tempora, o mores!
Wszystkie te fakty, kiedyś oczywiste, wymagają w dzisiejszych czasach licznych wyjaśnień. Kostek na szczęście nie jest jeszcze tak dociekliwy. Interesuje go głównie „Woj” i czerwony samochód.

U góry po prawej - Czerwona Strzała, za nią - wieś z drugiej połowy XX w., tekst: Czesław Janczarski, rys. Bohdan Bocianowski
                              
Teraz parę słów o samym Wojtku, który jak pamiętamy był ulubionym bohaterem z dzieciństwa premiera Pawlaka (dla przypomnienia kultowy clip: http://www.youtube.com/watch?v=Di_pBO9smVA).
Mały Wojtek jest zdeterminowany na cel, a celem tym jest wstąpienie do Straży Pożarnej. Chłopiec wygląda na rysunkach Bocianowskiego jak komsomołski pionier albo młodociany Mao w wojskowej bluzie. Nie cieszy go książka i zeszyt, śni tylko o hełmach, co się złocą. Kowal Bonifacy (naczelnik drużyny) odrzuca jego kandydaturę z powodu młodego wieku. I kiedy wydaje się, że może Wojtek nie prześpi kilku nocy a potem wybije sobie strażactwo z głowy nadchodzi burza i piorun szczęśliwie trafia w dom sąsiada. Szczęśliwie, bo jak inaczej chłopak wkradłby się w łaski Bonifacego i wsławił bohaterstwem? W chwili próby wybija szybę, wynosi niemowlaka Henia z płonącego domu a potem dzwoni na alarm (oczywiście nie z komórki, ale analogowym dzwonem). Dzięki temu zmienia się z Wojtka w Wojciecha fundując sobie ekspresowy egzamin dojrzałości. Matura już mu w zasadzie niepotrzebna. W nagrodę dostaje hełm i w „czerwonej strzale” pędzi przez wieś grając na trąbce. Niemożliwe staje się faktem. Dream comes true itd.

Chwila chwały Wojtka - wynoszenie Henia z płonącego domu, rys. Bohdan Bocianowski
                 

Czy dzisiaj dołączenie do oddziału strażaków może jeszcze stanowić marzenie małych chłopców? Nie wiem jak inni, ale Kostek uwielbia tego słuchać. Przyznać trzeba, że historyjkę zrymował Janczarski wzorowo i niech mi nikt nie mówi, że dziecko łyknie każdą częstochowę. Bo jak widzę te wszystkie przeróbki o „innych lokomotywach”, skrócone wersje kultowych baśni, z koślawymi obrazkami w jaskrawych kolorach, disneyowska dziesiąta woda po kisielu, te wszystkie wierszyki napisane na kolanie przez zaprzyjaźnioną z wydawnictwem panią, która pewnie pisała ładne wypracowania to po prostu chciałbym krzyczeć: Panie Czesławie, niech pan wraca! Janczarski opisał historię Wojtka zgrabnym wierszem. Takim, który sam się czyta.

Osobiście nie tracę nadziei, że posada strażaka to wciąż czołowy cel wielu małych chłopców. Być może niektórzy zamiast ipada wybiorą jednak „hełm, w którym słońce złotą świeczkę pali”. Chociaż już mi Kasia powiedziała, jak zobaczyła że czytam Kostkowi o Wojtku: „żeby tylko nie chciał zostać strażakiem”. Jakkolwiek by było - miejmy nadzieję, że pożary gasi się szybciej niż dziecięce marzenia.

/BW/

Samochód SP symbolicznie odjeżdża ku kolejnym pożarom - rys. Bohdan Bocianowski
                


2 komentarze:

  1. panie Waldku chyba sięgnę po tę lekturę

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakieś 20 lat temu moja mama czytała mi tę książkę do snu :). Cudownie, że jeszcze ktoś pamięta o "starych" lekturach dla dzieci!

    OdpowiedzUsuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...