wtorek, 11 lipca 2017

Przygoda na Górnym Śląsku („Gdzie jest skrzynia z karabinami?” tekst: Artur Pacuła)


Druga powieść przygodowa dla młodzieży autorstwa Artura Pacuły, tym razem z Katowicami i historią powstań śląskich w tle. Grupa nastolatków poszukuje skrzyni z karabinami czytając listy pisane gwarą śląską przez Adalberta Sobottę. Sam pomysł, który stanowi jednocześnie okazję do zaprezentowania Górnego Śląska jako miejsca ciekawego i wartego odwiedzenia, wydaje mi się całkiem udany. Brzmi to wszystko całkiem sensownie i chwilami jest nawet wciągające. Bywa jednak, że pomysł to trochę za mało. Z jego wykonaniem już tak dobrze moim zdaniem nie jest. Poniżej wynotowałem kilka swoich czytelniczych odczuć.


Moja pierwsza refleksja po lekurze: ta powieść cierpi na nadmiar bohaterów. Jest ich tutaj zwyczajnie za dużo! Nie wiem dlaczego musieli pojawić się wszyscy występujący w pierwszej książce czyli „Gdzie jest korona cara?”, mimo iż pochodzą z różnych miejsc w Polsce? Żeby ich na powrót zebrać w grupę, autor nieźle się musiał namęczyć, niejednokrotnie trochę za bardzo kombinując i szafując prawdopodobieństwem. A przede wszystkim nadmiernie tę fabułę rozwlekając. W efekcie przewija się nam przed oczami tłum bohaterów – i chyba żaden nie został należycie wyeksponowany. Nawet Igor, który jest przecież protagonistą tej książki - wszystko zaczyna się od jego wyjazdu na Śląsk - na koniec znika w tłumie innych, mniej ważnych, postaci.

Chwilami książka za bardzo też zbliża się do historycznego wykładu o powstaniach śląskich – zdaję sobie sprawę, że trudno wpleść do tekstu takie informacje, niemniej można to zrobić bardziej subtelnie. I miałem wrażenie pewnego niezdecydowania autora co do nazwijmy to „ogólnej linii programowej” - czy powieść ma być kontynuacją uznanej tradycji spod znaku Pana Samochodzika (zagadki, skarb, męski autorytet), czy raczej opisywać świat współczesny, w którym głównym pomocnikiem jest „wujek Google”.

Kolejna sprawa – w tej książce wciąż musi się coś dziać, bohaterowie bezustannie są w ruchu, jak nakręceni. Zamiast spędzać wakacje i cieszyć się dzieciństwem/młodością wydaje im się chyba, że biorą udział w komputerowej grze. Opisy, w których można było zaprezentować więcej klimatu i specyfiki Górnego Śląska zostały ograniczone do minimum. W sumie wiem, że takie są dzisiaj oczekiwania czytelników, dla których opisy kojarzą się ze smęceniem Elizy Orzeszkowej (o ile w ogóle wiedzą kto to jest), jednak z rozrzewnieniem wspominam takie książki jak „Koniec wakacji” Janusza Domagalika, gdzie Górny Śląsk prezentuje się jako wspaniała i fascynująca przestrzeń opisywana na sposób chwilami poetycki. Współczesna kultura popularna nastawiona jest jednak na szybki efekt, muszą być wciąż trupy i złamane serca, musi się coś dziać, bo inaczej książkę czy film rzuca się w kąt tagując określeniem #nudna. Śledzę blogi książkowe i widzę jak to hasło „czytanie moim życiem” staje się karykaturą, gdy kolejny internetowy recenzent rozpływa się w zachwytach nad melodramatyczną papką, a wszelkie próby sięgnięcia po ambitniejszą pozycję kończą się stwierdzeniem: tego nie da się czytać itd. Przepraszam jednak za dygresję...

Nie podobał mi się też sposób przedstawienia relacji międzyludzkich. Zostało to zrobione dosyć topornie, zarówno jeśli chodzi o pokazywanie młodzieńczych czy dorosłych uczuć, jak i rodzinnych nieufności. Tutaj też polecam lekturę wspominanej wyżej powieści Domagalika. Wreszcie dosyć mało emocjonującą postacią był czarny charakter czyli antykwariusz Majer. Waldemarowi Baturze mógłby czyścić buty...

Jeszcze słów kilka o języku tej książki – mam wrażenie, że przydałaby się tutaj porządna redakcja, ale bardzo mi przeszkadzało wiele rzeczy w czytaniu, począwszy od nagminnych wyrazów dźwiękonaśladowczych, powtórek tych samych zdań (powtarzanych przez różnych bohaterów, ale jednak), a skończywszy na fragmentach (jest ich tutaj naprawdę sporo) ocierających się o humor szkolnych zeszytów typu: „Był bardzo głodny. Pierogi z wczoraj zostały już dokładnie spalone przez jego wysportowane ciało” czy „Katowice przywitały Monikę i Krygiera gorącym oddechem przemysłowego miasta”. 

Na koniec chciałbym podziękować autorowi za przesłanie książki. Bardzo doceniam fakt, że samodzielnie promuje swoje powieści i nie boi się krytycznych uwag. Mam też nadzieję, że moje potraktuje wyłącznie użytkowo - tworząc świat trzeciej części cyklu.

/BW/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...