sobota, 19 marca 2016

Do pracy by się szło! (Fach, że ach! Od smykałki do profesji, Silvie Sanža, il. Milan Starý)


Kiedyś Konstanty powiedział, że Matylda, jak urośnie będzie weterynarzem.
- Kostusiu... – zapytałam. - A ty wiesz kto to jest weterynarz?
- Tak - odpowiedział Kostek - To taka pani, która leczy krokodyle.

Dzisiaj mój synek (dzięki książce z Wydawnictwa Bajka) wie już, że weterynarz leczy nie tylko krokodyle (choć wrocławski weterynarz mógłby się specjalizować w krokodylach, bo mamy przecież spore afrykarium). Wie, że to lekarz zwierząt, który może się także zajmować np. kontrolą produktów pochodzenia zwierzęcego.


„Fach, że ach” przedstawia bardzo wiele zawodów w ich miejscu wykonywania. Oglądamy duże rozkładówkowe ilustracje pokazujące miejsca pracy i specjalistów niezbędnych w danym miejscu. Poznajemy pracowników opery, hotelu, lotniska, redakcji gazety, muzeum, a nawet kosmodromu. Uzyskujemy sporo informacji o zawodach, które są wykonywane w tych miejscach. Możemy się przekonać, że w teatrze pracują nie tylko aktorzy i reżyser, ale także inspicjent, scenograf i montażysta dekoracji, kierowniczka literacka i wiele innych osób. A dzięki rozkładówce „Na budowie” dowiemy się także czym zajmuje się architekt, a czym architekt krajobrazu. 


Przewodnikiem po mniej lub bardziej intratnych posadach jest pies Kajtek. Kajtek nie szuka ciepłej posadki (zresztą w książce nie pojawia się pracownik solarium:). Kajtek szuka pracy, którą będzie lubić. I wymyślona przez Silvie Sanžę a zilustrowana przez Milana Starý książka pomaga mu ogarnąć tę różnorodność. Wszak z niektórymi przedstawionymi tutaj zawodami niekiedy w ogóle nie mamy styczności. Świat oferuje nam ograniczone możliwości poznawcze i percepcyjne. A dzięki tej pozycji chociaż przez chwilę możemy czuć, że ogarniamy otaczającą nas różnorodność i przekonać się, którymi ścieżkami nie poszliśmy. My dorośli. Natomiast dzieci mają tutaj mnóstwo oglądania i dociekania.


W książce najważniejsze są obrazki. Duże, rozkładówkowe. To na nich przedstawione zostało miejsce pracy, a na kolejnych dwóch stronach krótko opisani zostali pracownicy i czym się zajmują. Bogactwo szczegółów kusi, aby określić „Fach, że ach” mianem picture booka. Ale w żadnym wypadku nie można jej tak szufladkować. Pojawiają się przecież chociażby komiksowe dymki i konkretne definicje zawodów. Nam dużą przyjemność sprawiło odszukiwanie na każdym obrazku psa Kajtka i odczytywanie wypowiedzi licznych bohaterów.


Podsumowując – po prostu cieszę się z książki, która pokazuje, że dzieci mogą myśleć (już w młodszym wieku) o swojej przyszłości w znaczenie szerzej perspektywie. Nie każda dziewczynka musi marzyć o tym, że zostanie księżniczką a nie każdy chłopiec widzieć siebie jako strażaka gaszącego pożary. 

/KS/



Share:

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało!