środa, 22 lutego 2017

Baśnie według Gabrieli Mistral („Czerwony kapturek”, „Śpiąca królewna” tekst: Gabriela Mistral, ilustracje: Paloma Valdivia do „Czerwonego Kapturka”, Carmen Cardemil do „Śpiącej Królewny”)


Dwie klasyczne baśnie opowiedziane wierszem w latach 20. przez chilijską poetkę (i laureatkę Nagrody Nobla z 1945 roku) Gabrielę Mistral (1889-1957). Polskie przekłady poezji Mistral są w Polsce właściwie nie do zdobycia, dlatego dobrze, że Nasza Księgarnia zdecydowała się wydać jej baśnie. Przede wszystkim zwraca uwagę forma wydania – wspaniałe ilustracje (trudny wybór, ale dla mnie wygrywa „Czerwony Kapturek”), okładka z grubego, szarego kartonu... Te książki to po prostu piękne przedmioty, które chce się trzymać w rękach i przeglądać. Ich forma zdobyła zresztą wiele nagród (m.in. w Bolonii).
Ale wygląd to nie wszystko. Baśnie  nie są wcale dla poetki rodzajem pisarskiej odskoczni (napisała jeszcze „Kopciuszka” i „Królewnę Śnieżkę”), ale podejmują wątki i styl jej podstawowej twórczości. Nie miejsce tutaj na dokładne analizowanie specyfiki tej poezji – napiszę tylko tyle, że Gabriela Mistral urodziła się na wsi i wątki związane z naturą, ziemią, doświadczaniem rzeczy, ale też ludową skłonnością do snucia opowieści są ważnymi elementami jej pisarstwa. Widocznymi także w baśniach. 


W obu książkach znajdziemy na końcu krótkie posłowia autorstwa Manuela Peñy Muñoza, które są niezwykle pomocne w pełniejszym zrozumieniu tych tekstów. Ale wcale nie musicie ich czytać. Nie myślcie, że to jest martwa literatura, którą reanimować trzeba historycznoliterackim posłowiem! Tekst poetycki broni się sam, jest pięknie napisany i pięknie przetłumaczony (Krystyna Rodowska!). Liryka to oszczędna, sugestywna. Pewnie w mainstreamie się nie przyjmie, ale cóż… jego strata. Mainstreamu znaczy.

Gabriela Mistral opowiada znane fabuły baśniowe przy wykorzystaniu z rzadka rymowanego a chwilami białego wiersza. Taka forma pozwala czytelnikowi spojrzeć na te klasyczne i przemielone w tysiącach wersji historie w zupełnie inny sposób. Albowiem poetka oprócz tego, że snuje główną archetypiczną opowieść wprowadza mnóstwo dodatkowych smaczków - porównań, poetyckich „pochyleń” nad szczegółami, w sposób bezpośredni pisze o zmysłowości i seksualności. 




Chilijska poetka zaadaptowała baśnie znane w wersjach autorstwa Charlesa Perrault’a. Dlatego „Czerwony Kapturek”, który kończy się pożarciem przez wilka dziewczynki (w „Śpiącej królewnie” różnice nie są tak widoczne). Nie ma tutaj myśliwego czy drwala, którzy rozcinają brzuch i uwalniają Kapturka. Tak było w wersji braci Grimm. Perrault pisał jednak swoje baśnie tyleż dla zabawy, co w określonych edukacyjnych celach a w CZK brzmi on: „Piękne młode dziewczęta źle czynią, jeśli dają posłuch osobom wszelkiego rodzaju; nie można się wtedy dziwić, że stają się łupem wilka”. Bettelheim twierdził, że wersje Perrault’a nie są baśniami, ale „opowieściami ku przestrodze”, tymczasem „baśń jest wielopłaszczyznowa i ma wiele znaczeń, tylko samo dziecko może wiedzieć, które z nich są dla niego ważne w danym momencie. (…) Ale możliwe to jest tylko wtedy, jeżeli dziecku nie wyłuszcza się z dydaktycznymi intencjami, o czym niby jest dana historia”. Myślenie Bettelheima jest mi bliskie, ale nie chciałbym wchodzić tutaj głębiej w te kwestie. Rozumiem, że dla poetyckich celów wersja Perrault’a mogła wydać się Mistral bardziej atrakcyjna. 



Pod piórem noblistki to historia krótka, skondensowana, ale też chwilami drastyczna, nie uciekająca się do zawoalowanych sugestii – relacja wilka i dziewczynki nacechowana jest seksualnością i cielesnością. Wielu zapewne powie, że to obrazowanie jest nieodpowiednie dla małych dzieci. Drastyczność to jednak nierozłączny, ważny element baśni – prędzej martwiłbym się czy dziecko jest w stanie przyswoić niełatwą poetycką formę.

Ja czytałem i słuchali z zainteresowaniem, ale trudno mi przewiedzieć reakcję waszych dzieci. Nie martwcie się jednak, najwyżej książki te powędrują do waszej biblioteczki. Z pewnością są tego warte.

PS Szkoda, że posłowia oraz biogramów poetki i tłumaczki nie uzupełniono biogramami ilustratorek...

/BW/



3 komentarze:

  1. Ogromnie mi się podoba ten "Czerwony Kapturek" - ilustracje są fantastyczne. Tekst też mi się podoba, chociaż jest brutalny.Mój syn nie chciał dosłuchać ostatnich wersów - uciekł z pokoju, gdy tylko usłyszał, że Kapturek naprawdę został zjedzony ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że kluczowy jest "rozmiar" tej baśni w wydaniu Mistral. Gdyby bardziej się rozpisała to pewnie by te brutalne momenty nie były tak widoczne. Tymczasem jarzą się jak nie przymierzając nakrycie głowy naszej bohaterki.

      Usuń
    2. Tak, to na pewno. I jeszcze ta złowroga, mroczna poetyckość tłumaczenia Krystyny Rodowskiej.

      Usuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...