czwartek, 23 marca 2017

, , ,

Czarodziej z zeszłej epoki


Kto pamięta rok 2004 i wydawane wtedy książki dla dzieci? Były to z dzisiejszej perspektywy czasy pionierskie i prehistoryczne. Kto wie może kiedyś powstanie film o tych romantycznych początkach... Mam nadzieję, że zostanie w tym filmie umieszczona scena, w której kamera zawieszona na kranie robi jazdę i z ujęcia morza przeskakuje na pochyloną nad biurkiem Roksanę Jędrzejewską-Wróbel, która właśnie obroniła doktorat, ale zrozumiała, że to nie dla niej, bo przecież zawsze chciała pisać książki dla dzieci. I przy tym biurku nad morzem pisze m.in. „Gęboluda” (wydanego początkowo przez GWP, oficynę z rodzinnego miasta pisarki). Mamy rok 2017 i Wydawnictwo Bajka postanowiło (po raz kolejny zresztą) zafundować nam powrót do przeszłości i przypomnieć tę klasyczną już historię (znów z ilustracjami Agnieszki Żelewskiej). Przez 13 lat polski rynek książki dla dzieci przeorało jednak (w pozytywnym znaczeniu) kilka lodowców i znajdujemy się w zupełnie innej epoce. Czytając historię czarodzieja, który marzył o kąpieli i różanym ogrodzie warto mieć w pamięci, że obcujemy z swego rodzaju klasykiem, tu i ówdzie włączanym nawet do kanonu lektur szkolnych. Wszyscy wiemy z jakimi się to wiąże plusami, i z jakimi minusami.



Fabuła „Gęboluda” jest bardzo podobna do tej, którą znajdziemy w ostatniej premierowej książce pisarki z Gdańska - czyli w „Praktycznym Panu”. W obu mamy identyczny punkt wyjścia – żyjący na uboczu samotny mężczyzna, pod wpływem jakiegoś angażującego emocjonalnie wydarzenia, zmienia swoje podejście do życia i zamiast pozostać stetryczałym nudziarzem resocjalizuje się i zmienia w człowieka kochającego świat i bliźnich. Pisałem przy okazji „Praktycznego Pana” (recenzja tutaj), że ten fabularny schemat znany jest literaturze dziecięcej i młodzieżowej od bardzo dawna. Zestawienie obu tych tytułów obok siebie paradoksalnie wcale nie obnaża słabości dawnej książki. Uważałem i uważam, że PP to opowieść, którą przede wszystkim zrozumieją dorośli, natomiast „Gębolud” jest historią idealnie wręcz skrojoną dla dzieci. Dlaczego?

Sęk tkwi w czytelności, dla młodego odbiorcy, przemian obu bohaterów .

Czarodziej Gębolud mimo iż niedomyty, nie jest czarnym charakterem. To zagubiony człowiek, abnegat a do tego czarownik, nie przepadający za dziećmi, pochodzący z rodziny, która od pokoleń przyrządzała w niecnych celach tajemne mikstury. W żadnym przypadku nie jest to postać negatywna! Jednak atrybuty, którymi został obdarzony takie jak brud, mikstury czy zapuszczony, demoniczny dom od razu kojarzą się ze światem baśni i dają możliwość szybkiego fabularnego przemienienia. Co to bowiem za problem wykąpać się i zrobić remont?




Tymczasem takiej oczywistości brakuje Praktycznemu Panu, który jest tylko pedantycznym dziwakiem (ale też znawcą dizajnu!). Kiedy czytałem tę książkę moim dzieciom to było mi trudno wytłumaczyć co jest nie tak z jego życiową postawą. Jest nieodpowiednia? To człowiek socjalnie niedopasowany? Tylko jak mogę krytykować kogoś za to, widząc jak wiele osób taką drogę wybiera? Na dobrą sprawę postawa PP nie powinna w ogóle być przedmiotem krytyki – nie wszyscy muszą przecież lubić dzieci, zwierzęta czy różane ogrody. Taka jest właśnie różnica. W „Gęboludzie” kostium bajkowy pozwala na czytelne i edukacyjne ukazanie celu i sensu przemiany, podczas gdy przemiana Praktycznego Pana przez realizm świata i odniesienia do współczesności wcale nie wydaje się ostateczna i wiarygodna.

A zatem „Praktyczny Pan” dla mnie jako dorosłego Pana Czytacza;) jest pozycją bardziej atrakcyjną, jednak dzieci bez wątpienia lepiej rozumieją świat „Gęboluda”. Może wniosek z tego taki, że Praktyczny Pan to Gębolud naszych czasów? A może taki, że bywają książki dla dzieci, które lepiej rozumieją dorośli? A może po prostu lubimy historie, które kończą się naprawdę, ostatecznie i zdecydowanie dobrze?

/BW/


Gębolud
tekst: Roksana Jędrzejewska-Wróbel
ilustracje: Agnieszka Żelewska
Bajka


Share: