wtorek, 27 czerwca 2017

Dziewczynka, która konstruuje („Rózia Rewelka, Inżynierka”, tekst: Andrea Beaty, ilustracje: David Roberts)


„Rózia Rewelka, Inżynierka” to druga wydana w Polsce (Kinderkulka) książka duetu Andrea Beaty (tekst) i David Roberts (ilustracje). Jest chyba najpopularniejszą częścią serii, czego dowodzi nieprzerwana obecność na liście bestsellerów New York Timesa oraz tłumaczenia na wiele języków świata. Historia Rózi podbiła więc serca młodych czytelników i przy okazji polskiego wydania warto zapytać: dlaczego? Co tak bardzo spodobało się amerykańskim dzieciom (a także dorosłym, bo pamiętajmy że to przeważnie oni kupują swoim pociechom książki i potem czytają) w „Rózi Rewelce”? Skąd ten sukces?


Na początek może o ilustracjach Robertsa, których styl znamy już przecież z Kitka. Z pewnością przyciągają wzrok, chociaż dorośli wyglądają na nich niekiedy dosyć teatralnie i demonicznie, niczym ucharakteryzowani mimowie, jakby służyli na dworze Shardara Mocnego. Za to dzieci wychodzą ilustratorowi bardzo różnorodnie i ciekawie. No i są strony pełne szczegółów i szczególików, a także trochę wiedzy o historii kobiecej awiacji.

Przejdźmy do treści.

Główna bohaterka to dziewczynka obdarzona pasją do konstruowania pomysłowych urządzeń. A to podawacz do hot-dogów wymyśli, a to helowe spodnie, a to odstraszacz pytonów... Właśnie ten ostatni wynalazek zostaje wyśmiany przez pracującego w zoo wujka Tobiasza i odtąd Rózia, nie chcąc narazić się na kpiny, konstrukcyjne marzenia blokuje i dusi w sobie. Do momentu kiedy odwiedzi ją praciotka Róża…


Wydaje mi się, że sukces tej książki jest wypadkową kilku składników. Przede wszystkim pokazuje dziewczynkę, która pasjonuje się zajęciem/zawodem/aktywnością utożsamianymi z chłopcami. Jak dobrze przeczytać, że mała Rózia nie musi być fanką koloru różowego, kucyków Pony, tańca i malowania paznokci (a niestety wciąż tego typu aktywności proponuje małym dziewczynkom dzisiejszy świat) – może konstruować maszyny i może ją to cieszyć, może czuć się szczęśliwa i wcale nie musi udowadniać, że jest lepsza od chłopców. Przeciwności, które napotyka nie są związane z płcią i chwała za to autorom. Za bezpretensjonalne pokazanie dziewczynki, którą interesuje konstruowanie, bez żadnego przymrużania oka i robienia z tego wielkiego wydarzenia.



Rzecz druga to nawiązanie do amerykańskiej przeszłości i tradycji, co jak wiadomo w USA jest rzeczą niemal świętą. Tutaj pierwowzorem praciotki Róży jest Rózia Nitowaczka (Rosie the Riveter), fikcyjna postać z piosenki, która stała się symbolem kobiet pracujących w fabrykach podczas II wojny światowej przy produkcji np. samolotów czy czołgów. Chociaż kojarzenie Rose the Riveter z plakatem „We can do it!” (a tak podano w posłowiu) jest podobno błędem, bo Rózia Nitowaczka nie nosiła żadnej tam czerwonej chusty w białe grochy, bo wyglądała tak: http://www.saturdayeveningpost.com/2012/03/09/art-entertainment/rockwell-classics-1940s.html/attachment/9430529_rd. Ale zostawmy te rozważania – ważniejsze, że Róża od Rózi sporo się jednak różni. Bo podczas gdy ta pierwsza zaczęła pracować w fabryce niejako z konieczności, a jej zastępstwo za mężczyzn okazało się krótkotrwałe i nieco propagandowe (wszak potem przyszły w USA lata 50., a jak wtedy traktowano kobiety można się przekonać oglądając chociażby serial „Mad Men”), tak dziewczynka Rózia swoją pasję chcę rozwijać sama z siebie, a początkowo nawet dla siebie. Świat się zmienił, w tym przypadku na lepsze i powinno być jak najwięcej książek, które pozwolą to dostrzec zarówno dzieciom, jak i dorosłym.

Wreszcie nie bez znaczenia jest krzepiące przesłanie tej historii – przegrywasz gdy przestajesz próbować. Muszę przyznać, że to głównie dzięki niemu Kostek i Matylda polubili tę historię. No i ważne jest także zachęcanie dziecka do kreatywności, do próbowania, eksperymentowania.

Nie znam oryginalnego tekstu Andrei Beaty, jednak tłumaczenie Łukasza Witczaka wydaje mi się chwilami dosyć chropowate. Przykładowo jakoś mi nie pasuje ubranie Róży w „kapotę”, „rozniecanie wyobraźni”, czy wrzutka, obrzydzonego przez reklamy, zwrotu „Brawo ty!”.

Warto jednak przymknąć na to oko, bo książka jest ważna i potrzebna – szczególnie w Polsce.


/BW/


1 komentarz:

  1. Takich książek nigdy dość! Łamie schematy i ładnie wydana :-)

    OdpowiedzUsuń

Chcesz coś dodać? Śmiało!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...