Nadszedł piękny maj i Egmont zaprezentował kolejne komiksowe
tytuły dla najmłodszych czytelników, powstałe w wyniku organizowanego przez
wydawnictwo konkursu im. Janusza Christy. Wśród wydanych albumów znajdujemy przede
wszystkim kontynuacje istniejących serii (drugi tom „Krasnoluda Napa” Macieja
Jasińskiego i Krzysztofa Trystuły, drugi tom „Antka i Rudego” Piotra Hołoda i
trzeci tom „Drapaka” Bartosza Sztybora i Tomasza Kaczkowskiego), ale jest też
jeden premierowy tytuł czyli „Rufus. Wilk w owczej skórze” Bartosza Sztybora i
Agnieszki Świętek. Przyznaję, że dla mnie wszystkie te komiksy są premierowe –
nie czytałem wcześniej ani Drapaka, ani Napa, ani Antka i Rudego. Pamiętam
jednak o tym, że tytuły z konkursu JCh (przeważnie!) tworzone są z myślą o możliwych
kontynuacjach, więc teoretycznie powinny działać tak samo w tomie pierwszym,
jak w drugim czy trzecim. I tak, słyszę teraz te ironiczne prychnięcia wytrawnych
czytelników komiksów. Niemniej posłuchajmy, co w premierowych, wiosennych
komiksach dla dzieci z Egmontu piszczy.
„Krasnolud Nap” to komiks fantasy, którego kreska najbardziej
przypomina tę z albumów patrona konkursu – Janusza Christy. Nap służy u
krasnoludów (jest niańką małych smoków) i właśnie mija rok jego służby – z tej
okazji chcą go odwiedzić przyjaciele (Klara, Rodrick i pies Aza). Jednak tuż
przed ich przybyciem dochodzi do kradzieży – zamaskowany złodziej przywłaszcza
sobie koronę króla krasnoludów. Widzący to Nap wchodzi na latający statek
złodziei. Początkowo zostaje posądzony o kradzież, ale król przypomina sobie o
swoim bracie, zazdrosnym Golicku, który kiedyś został pozbawiony szans na
koronę…
Królestwo Golicka wyszło Krzysztofowi Trystule całkiem
ciekawie – to kraj z podziemnymi tunelami i kuźniami, wszechobecnymi smokami, olbrzymimi
wrotami i skarbami. Trudno to wprawdzie nazwać nową jakością, bo kojarzy się ze
wszystkim, choćby z „Władcą pierścieni”, ale jako tło wydarzeń całkiem
atrakcyjnie wygląda. Zresztą wiele rzeczy w tym komiksie kojarzy się z czymś –
choćby latające okręty (Thorgal), podtytuł komiksu brzmiący: Diamenty są
bezpieczne (Bond) czy motyw z psem, który jako broń miałby wykorzystać swoje
pchły (Kajko i Kokosz), ale ostatecznie staje się bronią biologiczną (a dokładnie
alergiczną).
Są tutaj zabawne momenty – dla mnie to te dotyczące smoczej
komunikacji (bo smoki wynajmuje się jak samochody), ale też np. pogoń
wkurzonego kowala za Napem ma w sobie humorystyczny potencjał. Dostrzegłem
jednak w „Krasnoludzie Napie” elementy mniej potrzebne jak choćby wysłana przez
króla, ojca Klary nieudolna ekipa ratunkowa złożona z najemników. A przechodząc
do konkluzji takie właśnie dodatkowe wątki a do tego dwutorowość akcji (osobno obserwujemy
Napa i osobno jego przyjaciół) powodują, że niewiele się na 40 stronach tego
komiksu dzieje, a na pewno nie dzieje się nic zaskakującego. Na dodatek główny
bohater nie wzbudził mojej większej sympatii ani zainteresowania – trudno też go
oceniać jednoznacznie pozytywnie... Jeśli jednak miałbym patrzeć na „Napa” przez
pryzmat pozycji skierowanej do dzieci to wypada całkiem dobrze - prosty komiks,
z małą ilością przemocy.
„Niezła draka, Drapak! Inwazja łowcy z ciał niebieskich”
przede wszystkim fajnie komiksowo wygląda - cartoonowy styl Tomasza Kaczkowskiego
bardzo mi się podoba, podobnie jak użyte kolory. Fabularnie to opowieść o antykwariuszu
Kornelu, który zmienia się w superbohatera Drapaka i (kiedy trzeba) zaprowadza
porządek w Mieście Naszym. W tomie trzecim z nieba spada gwiazdka Promessa, która
musi spełnić życzenia widzących jej upadek. Znajduje na to specyficzny
sposób...
Podobają mi się tutaj zabawy słowne (Antyk Wariat) oraz
absurd dialogów i sytuacji oraz ogólna kampowość tego świata. Zwracają uwagę
fragmenty, gdy policjanci czekają na Drapaka na dachu, gdy Kornel idzie na
randkę ze swoją dziewczyną Polą albo rozmawia z Chrobotem. Głównym oponentem
Drapaka jest Pogrzebacz, który przymusza różne indywidua do złych uczynków (Fenster
myje okna zimą i właściciele mieszkania zamarzają, Don Comino czyści kominy,
ale jednocześnie wykurza na dwór mieszkańców a ci łapią przeziębienie). Pogrzebacz
ciekawie tłumaczy Drapakowi (pod wpływem gwiazdy) swój stosunek do mieszkańców
Miasta Naszego – okazuje się, że obydwu bohaterom zależy na mieście, ale każdy
okazuje to na swój sposób. Kiedy Drapak pyta go jak chce pomóc mieszkańcom
miasta skoro ich krzywdzi, Pogrzebacz odpowiada coś w stylu: A ty nigdy nikogo
nie krzywdziłeś myśląc, że pomagasz?
I właśnie jednostkowe scenki skrzą się dowcipem i czyta się je
z zainteresowaniem, gorzej gdy mają ułożyć się w spójną całość. Jak na komiks
dla dzieci ta historia jest zbyt fragmentaryczna, zbyt zawikłana, trudno się
chwilami połapać w fabule. Aczkolwiek dojrzalszym czytelnikom zapewne
przypadnie do gustu – zalecam jednak dużą czujność i uważne czytanie dymków.
„Antek i Rudy. Afera
za aferą” Piotra Hołoda to zbiór jednostronicowych szortów, przypominających
trochę Cubitusa (także w kresce). Bohaterami są zwierzęta, dwaj kumple – łoś Rudy
i nosorożec Antek, którego brwi unoszą się w powietrzu. Zostali przedstawieni w
różnych życiowych sytuacjach: w szkole, w domu, na podwórku, na wakacjach itd.
W tle trochę Polska (np. pociągi 2 klasy), trochę przestrzeń uniwersalna.
Przyznaję, że scenariuszowo jest różnie - są zabawne kawałki, ale jest też
wiele słabszych, wręcz lekko sucharowatych – chociaż mogą trafić do młodszych
czytelników. Jak ktoś lubi Cubitusa to myślę, że się tutaj odnajdzie. Chociaż
dla mnie, oparta na podobnym pomyśle zeszłoroczna „Pikapidula” Agnieszki Surmy
miała dużo więcej ciekawych pomysłów, chociaż raczej skierowana była do
młodszych dzieci, podczas gdy „Antek i Rudy” raczej są targetowani na młodzież
okresu gimnazjum/wczesne liceum.
Wreszcie jedyna premierowa propozycja w tym zestawie czyli „Rufus.
Wilk w owczej skórze”. Historia według scenariusza Bartosza Sztybora (pisze też
„Drapaka”), narysowana została przez chwaloną ostatnio za „Obiecanki” Agnieszkę
Świętek. Sztybor stawia tym razem na realizm i opowiada o wilku Rufusie z domu
dziecka, który zostaje zaadoptowany przez małżeństwo owcy i barana. Chłopiec
(?) ma problemy z tożsamością, nowi rodzice starają się mu pomóc rozmowami, ale
to dopiero początek, bo wilczek idzie do szkoły, gdzie ma kłopoty z
aklimatyzacją i uczniem- niedźwiedziem terroryzującym uczniów.
Scenarzysta miał interesujący pomysł (aczkolwiek wcale nie
nowy), po lekturze całości zostałem jednak z poczuciem przeładowania tematami,
no bo rodzinna historia o adopcji połączona z szukaniem własnej tożsamości, zmienia
się nagle w typową historię szkolną o prześladowcy, któremu stawia czoło grupa
nieudaczników, a kończy wszystko jednak przesłodzony happyend i wniosek, że
każdy jest w czymś dobry. A wszystko w niewielkim objętościowo komiksie. Mam
wrażenie, że poważne problemy zostały tutaj zbyt łatwo i szybko rozwiązane. Ale
nie tylko to mi trochę zgrzyta. Widzę pewną nielogiczność w konstrukcji świata
i postaram się wyjaśnić to trochę szerzej.
Zawsze, gdy czytam komiksy zwierzęce to widzę dwie drogi tworzenia
w nich świata – pierwszy sposób to pokazanie ludzi w zwierzęcych przebraniach, co
łączy się z akcentowaniem cech ludzkich, nie zwierzęcych. Pozwala to twórcom i
potem czytelnikom na spojrzenie z dystansu na znane sprawy. Tak jest np. w „Ariolu”,
opisywanym wyżej „Antku i Rudym” czy w autorskich „Obiecankach” Świętek.
Przejaskrawiając: czy byłaby różnica gdyby w tym ostatnim komiksie, zamiast
szopów, występowały np. koniki polne? Nie, bo to jest komiks o ludzkich
problemach.
Drugą drogą, którą można pójść tworząc świat zwierzęcego
komiksu jest z kolei pokazanie zwierząt w ludzkich przebraniach, a więc
pomijając scenografię, chodzenie na dwóch nogach i mówienie, zwierzęta
zachowują swoje cechy gatunkowe. Wilk jest drapieżnikiem, owce są potulne,
niedźwiedź to silny tyran, kret niedowidzi itd. To właśnie jest casus „Rufusa”
– i niech by tak było, ale scenarzysta nie potrafi być w tym konsekwentny i np.
obdarza owce miłością do kryminałów, włoskiej kuchni i starych kamienic. W
rezultacie nie wiadomo czy czytamy o zwierzętach, czy ludziach. Nie wiemy czy
to jest metafora ludzkiego świata, czy zwierzęca historyjka z morałem. Zresztą
jeśli potraktować „Rufusa” jako metaforę ludzkiego świata to trzeba przyznać,
że wymowa tej historii okazuje się banalna i uproszczona. Z kolei na historię
zwierzęcą za mało tutaj, cóż, brutalności – ale wiem, że to komiks dla dzieci.
Świat tego komiksu nie został zresztą przedstawiony zbyt szeroko – w zasadzie
tylko dom i szkoła, a jedynym ciekawszym miejscem jest speluna szakala.
Agnieszka Świętek rysuje milieu podobnie jak w „Obiecankach”
np. dom rodziny owczo-wilczej jest bardzo podobny i raczej wzorowany na domach
amerykańskich niż polskich. Podobnie zresztą jak dzielnica, w której mieszka
wilk i szkoła, do której chodzi – to nie jest Polska. Mam też wrażenie, że
kolorowe kadry stanowią świadectwo jakiejś takiej pobieżności stylu Świętek, co
szczególnie widać na zbliżeniach i w postaciach. W „Obiecankach” mi to nie
przeszkadzało, ale tutaj kadry wydają się rysowane na szybko i pozbawione ciekawych
szczegółów.
/BW/
Scenariusz: Maciej Jasiński
Rysunki: Krzysztof Trystuła
Egmont 2018
Antek i Rudy. Afera za aferą. Tom 2
Scenariusz i rysunki: Piotr Hołod
Egmont 2018
Niezła draka, Drapak! Inwazja łowcy z ciał niebieskich. Tom 3
Scenariusz: Bartosz Sztybor
Rysunki: Tomasz Kaczkowski
Egmont 2018
Rufus. Wilk w owczej skórze
Scenariusz: Bartosz Sztybor
Rysunki: Agnieszka Świętek
Egmont 2018
Jeżeli kupisz opisywaną książkę (lub inną) za pośrednictwem zamieszczonych w tekście linków afiliacyjnych to ja otrzymam z tego niewielki procent. Pieniądze pomagają mi utrzymywać tę domenę. Dziękuję!
0 komentarze:
Prześlij komentarz
Chcesz coś dodać? Śmiało!