piątek, 8 czerwca 2018

, , , ,

Nie bójcie się „Klechd sezamowych”!



Chciałem napisać w pierwszym zdaniu tego wpisu coś w stylu, że proszę państwa, oto pozycja, której nikomu nie trzeba przedstawiać, znana i lubiana, klasyka, która się nie starzeje etc. – tymczasem dowiedziałem się niedawno od badaczy literatury dziecięcej i bibliotekarzy, że i owszem trzeba przedstawiać, bo po „Klechdy sezamowe” Bolesława Leśmiana sięgają dzisiaj nieliczni młodzi czytelnicy (jak również nieliczni czytelników tych rodzice). A zatem mówiąc wprost: społeczeństwo „Klechd” czytać nie chce.

Dlatego jako (ekhm, ekhm) opiniotwórczy bloger niniejszym postanowiłem zrobić tej wspaniałej książce reklamę. Żeby jednak dotrzeć do dzisiejszego czytelnika chciałem również właściwie zbudować ten wpis. Zajrzałem do poradników dla blogerów i dowiedziałem się stamtąd, że odbiorcy najchętniej czytają posty opracowane w postaci punktów zawierających pytania i odpowiedzi oraz bardzo krótkie zdania. Nigdy tak nie pisałem, ale gra jest warta świeczki, więc specjalnie na potrzeby wpisu sięgnąłem po tę metodę tworzenia kontentu i przedstawiam sprawę maksymalnie prosto, w sposób przyswajalny dla większości użytkowników blogosfery.



1. O czym jest ta książka? „Klechdy sezamowe” to leśmianowskie wersje sześciu baśni ze zbioru „Księga z tysiąca i jednej nocy”. Po raz pierwszy zbiór ten ukazał się w roku 1913, ale proszę nie zasłaniajcie oczu, nie wzdychajcie łkając, że takich staroci nie da się czytać, nie wyznawajcie, że jeszcze odchorowujecie lekturę „Potopu”. Spokojnie. Język został uwspółcześniony. Jeżeli tylko będzie się wam chciało przeczytać tę książkę, to ją przeczytacie – zapewniam. Ilustracje w książce są autorstwa Jana Lenicy. Po raz pierwszy baśnie Leśmiana i ilustracje znanego plakacisty i autora eksperymentalnych filmów spotkały się w 1959 roku. Przy okazji: marzę o posiadaniu plakatu autorstwa Jana Lenicy do „Noża w wodzie” Polańskiego – jakby ktoś miał w rozsądnej cenie to chętnie kupię:)


2. Dlaczego nie mogę po prostu przeczytać oryginalnej „Księgi tysiąca i jednej nocy” zamiast sięgać do przeróbek? Możesz. Najlepiej przeczytaj i to, i to. Ale najpierw Leśmiana, bo klasyczne opowieści odświeżył, nierzadko skrócił i nadał swój indywidualny autorski rys. Pewnie niektórzy z was znają poezje BL z tomów „Sad rozstajny” albo „Dziejba leśna” i myślą sobie, że jak Leśmian wziął się za pisanie po swojemu baśni to z pewnością nie są one proste w lekturze. Nic bardziej mylnego! Pisałem wyżej, że gramatycznie język uwspółcześniono, ale stylistycznie także nie jest hermetyczny! Autor naprawdę robi wiele abyśmy się nie nudzili. Pisze pięknie, ale też różnorodnie np. często rymuje narrację i wypowiedzi postaci, dodaje swoje krótkie wiersze, wprawnie posługuje się powtórzeniami (zwróćcie uwagę na opis klejnotów znajdujących się w Sezamie!), a nierzadko mruga okiem do czytelnika (kiedy np. chce się on dowiedzieć ile to dukatów naliczyła Zobeida). Stosuje też kompozycję szkatułkową („Opowiadanie króla Wysp Hebanowych”). Jego język skrzy się kolorami, dźwiękami, niemal pachnie Orientem. Poza tym dostępne na rynku polskim wydania „Księgi tysiąca i jednej nocy” są rzecz jasna tłumaczeniami (pełne wydanie ma kilkanaście tomów) – Leśmian napisał swoje wersje od nowa, cyzelując każde słowo, a Leśmian był mistrzem słowa – naprawdę. Z pewnością jego zbiór lepiej nadaje się na początek przygody z opowieściami Szecherezady. Jak nie wsiąkniecie w to dzięki Leśmianowi, to w ogóle nie będzie was to kręcić.


3. Czy dam radę przeczytać ten zbiór w całości przez jeden wieczór? Jeżeli czytasz dzieciom do poduszki to raczej nie odbębnisz lektury „Klechd sezamowych” przy jednym podejściu. Nie ma takiej możliwości. Ale dobra wiadomość jest taka, że przez kilkanaście dni nie będziesz musiał zastanawiać się co czytać. Przy tym zapewniam, że lektura zainteresuje nie tylko dzieci, ale też ciebie. Aż dziwne, że w dobie seriali telewizyjnych nikt nie wpadł na pomysł, aby zrobić dla Netflixa serial na motywach historii Ali-Baby, zbójców i Sezamu...

4. Czy tak książka w ogóle nadaje się dla dzieci? Nie będę ukrywał – tak, chętnie obcinają tutaj głowy, jak również przebijają się mieczami i sztyletami. To jednak naturalna konsekwencja działań postaci. Bez drastycznych momentów wymowa tych baśni nigdy nie będzie pełna, ale zapewniam że Leśmian nie upaja się opisywaniem przemocy. Opisuje tyle tylko ile trzeba.


5. Ali-Babę i Aladyna znam, ale czy są tutaj jeszcze inne ciekawe postacie? Zapytaj siebie: Jak dobrze pamiętasz historię Ali-Baby? Czy on był jednym ze zbójów? Ich przywódcą? Czy może został wplątany w tę historię czy jak chce Leśmian – w bajkę? To jest wpis blogowy, nie artykuł naukowy. Nie wykonywałem analiz porównawczych baśni oryginalnych i leśmianowskich. Nawet jednak pobieżne porównanie z oryginałami pokazuje, że autor uwypuklił pewne elementy, podczas gdy inne osłabił. Podobnie z postaciami – jedne postawił w pierwszym szeregu, inne zaplątał w tło. Zwraca uwagę przede wszystkim status kobiet w tych opowieściach – bohaterki takie jak Morgana czy Chryzeida są mądre, inteligentne, przewidujące. Napisanie, że jest to książka o wspaniałych kobietach na pewno nie będzie na wyrost. Mężczyźni stanowią tutaj drugi plan – nawet ci, których kojarzymy najlepiej czyli Ali-Baba i Aladyn.


6. Czy to Aladyn wyłowił cudowną lampę z morza? Nie – chociaż w wielu książkach możemy to przeczytać. Zrobił to rybak. I nie była to lampa a szkatułka. Lampę rzeczywiście miał Aladyn, który nawiasem mówiąc był leniem i zaczarowany przedmiot zdobył, bo jak to się mówi, miał więcej szczęścia niż rozumu. A wracając do rybaka, który uwolnił z niego geniusza – takie jedno zagadnienie. Przyznaję, że zawsze mnie zastanawiało dlaczego geniusz chciał zabić swojego wybawcą zamiast go nagrodzić? To oczywiście zostało w baśni wyjaśnione, ale czy to w ogóle ma jakiekolwiek uzasadnienie, nazwijmy to, życiowe? Ma i ciekawie pisał o tym Bruno Bettelheim.

7. Fragment na zachętę. W czasach, kiedy za orientalne treści w dziecięcej wyobraźni odpowiada pokolorowany przez jakiegoś psychopatę serial animowany „Shimmer i Shine” zbiór Leśmiana proponuje coś innego – refleksję, piękno, wyzwanie lektury.
Na zachętę wybrałem fragment wypowiedzi Ali-Baby o tym dlaczego las lepszy jest od czterech ścian. Tekst aktualny jak nigdy! Jeżeli zachęci jedną osobę na sto to już będzie sukces.

Żaden pałac nie jest tak piękny, jak las. W pałacu płoną świece albo lampy, a w lesie płonie samo słońce. W pałacu stoją martwe meble, piętrzą się martwe ściany, a nad nimi trwa zawsze jednaki martwy sufit. W lesie zaś szumią żywe drzewa, śpiewają żywe ptaki, brzęczą żywe owady, pachną żywe kwiaty — i ponad tym wszystkim, zamiast martwego sufitu, jaśnieje żywe niebo, które się wiecznie zmienia, napełniając się coraz to nowymi blaskami i obłokami. Żaden ptak, żaden obłok, żaden wicher nie zamieszkałby nawet w najpiękniejszym pałacu. Tylko człowiek lubi więzić siebie w czterech ścianach. I jeżeli te ściany są złote, wówczas nazywa swoje więzienie pałacem. Im więzienie jest mniejsze, tym mniej zabiera miejsca na świecie. A świat jest piękny i dla każdego dostępny. Pełno na świecie bajek — ale najpiękniejsze bajki kryją się w lesie. Bajki czają się w gęstych krzakach, szumią w rozchwianych gałęziach, dzwonią w powietrzu wtedy właśnie, kiedy i cisza dzwoni. Bo kto się ciszy długo przysłuchiwał, ten wie, że cisza w uszach dzwoni.


A zatem: czytajcie „Klechdy sezamowe”!

/BW/

Jeżeli kupisz opisywaną książkę (lub inną) za pośrednictwem zamieszczonych w tekście linków afiliacyjnych to ja otrzymam z tego niewielki procent. Pieniądze pomagają mi utrzymywać tę domenę. Dziękuję!

Klechdy sezamowe
napisał: Bolesła Leśmian
ilustrował: Jan Lenica

Dwie Siostry 2017
Share: